czwartek, 4 kwietnia 2013

OPOWIEŚCI PULPOWE ZŁOTEGO WIEKU FANTASTYKI

SOLIDNA ROZRYWKA




Tytuł: Stare dobre czasy (The Good Old Stuff)
Autor: Antologia (pod redakcją Gardnera Dozoisa)
Wydawca: Prószyński i S-ka
Miejsce wydania: Warszawa
Data wydania: 2001
Liczba stron: 436
ISBN: 83-7255-882-5


Trochę głupio jest się przyznać, ale chyba każdy ma od czasu do czasu ochotę przeczytać coś prostego; tekst, który ma początek, koniec i środek lub, jak to woli, wstęp, rozwinięcie i zakończenie. Bez eksperymentów formalnych, bez nadmiernych komplikacji. Ot, porządnie napisana, dobra, prosta, wciągająca historia.
Zbiorem takich właśnie tekstów jest antologia „Stare dobre czasy” pod redakcją Gerdnera Dozoisa, wieloletnie redaktora naczelnego „Asimov’s Science Fiction”, a także autora powieści i opowiadań fantastycznych. W książce zebrano teksty pochodzące ze „Złotego wieku fantastyki” (lata 50., 60. i początek 70.).
Na wstępie muszę zaznaczyć, że sam wydawca określił prezentowane opowiadania jako „teksty pulpowe” i w tej właśnie kategorii należy je rozpatrywać. Oczywiście, jak to ze wszystkimi zbiorami bywa,  zarówno tematyka, jak i jakość prezentowanych utworów jest różna, nie ma jednak w antologii żadnych spektakularnych wpadek.  Ale po kolei.
Rull (The Rull), A.E. van Vogt, typowa historia przygodowa opisująca spotkanie przedstawicieli dwóch wojujących ze sobą ras. Miłe, ale bez fajerwerków.
Druga noc lata (The Second Night of Summer), James H. Schmitz. Niezły tekst. Jest w nim wszystko, czego oczekujemy po starej sf: obca rasa, wojna, polityka i przygoda. Przyjemność czytania psuła mi tylko postać Grimpa, ale to mój osobisty „bzik” – zarówno w filmie, jak i w literaturze irytują mnie wszędobylskie, wścibskie dzieciaki. Najchętniej przegnałabym je gdzie pieprz rośnie. Chociaż Grimp jest dość znośny jak na przedstawiciela tej kategorii.
Gwizdek Galtona (The Galton Whistle), L. Sprague de Camp. Przygoda w czystej postaci z przewrotnym zakończeniem. Niemalże wzorzec tekstu pulpowego. Napisane sprawne, akcja wartka, fajne postaci, choć niektóre mocno przerysowane.
Nowy Najwyższy (The New Prime), Jack Vance. Zachwyca wyobraźnia autora, a w szczególności różnorodność i plastyczność wykreowanych światów, przedstawionych w szeregu krótkich migawek (bo inaczej nazwać tego zestawu mini opowiastek nie można). Efekt psuje dość nachalna dydaktyka zakończenia.
Ta cząstka chwały (That Share of Glory), C. M. Kornbluth.  Przygody gwiezdnego handlarza i jego pomocnika, a właściwie na odwrót, gdyż to właśnie ów pomocnik jest postacią centralną. Tym razem zamiast siły liczy się spryt i wiedza. Innymi słowy, Machiavelli w erze lotów kosmicznych.
Ostatnie dni Shandakoru (The Last Days of Shandakor), Leigh Brackett. Niezwykle plastyczny obraz umierającego świata. Opowiadanie fantasy lub baśń dla dorosłych. I tym razem efekt nieco psuje „łopatologiczny” morał, choć w przypadku baśni takie zakończenie uznać można za część kanonu.
Misja badawcza (Exploration Team), Murray Leinster. Zdecydowanie nie jestem grupą docelową tego tekstu. Opowiadanie, skądinąd wysoko cenione przez krytyków, jakoś do mnie nie przemówiło.
Ludzie Nieba (The Sky People), Poul Anderson. Post apokalipsa, piraci, rabusie, romans. Jedyny słowem przygoda przez duże “P”.
Człowiek w torbie na listy (The Man in the Mailbag), Gordon R. Dickson. Zabawne i oryginalne. W naszych czasach  opowiadanie można potraktować jak głos w dyskusji o wielokulturowości.
Male ketki mamy Hetki (Mother Hitton's Littul Kittons), Cordwainer Smith. Niby oryginalne, niby sprawne, ale… podczas czytania należy kompletnie wyłączyć myślenie, bo całość logicznie nie trzyma się kupy. Jeśli ktoś jest w stanie bezkrytycznie zaakceptować dziwaczny pomysł i przymknąć oko na ogromne dziury w logice, może mieć z lektury całkiem sporą przyjemność.
Rodzaj sztuki (A Kind of Artistry), Brian W. Aldiss. Świetne. W moim odczuciu jedno z najlepszych opowiadań w zbiorze. Aldiss wskazuje problemy, stawia pytania, ale udaje mu się uniknąć taniego moralizatorstwa. Tekst zmusza do myślenia.
Bóg prochu (Gunpowder God), H. Beam Piper. Przybysz z przyszłości, nie tylko nie ma najmniejszych kłopotów z zaaklimatyzowaniem się w nowych warunkach, lecz co więcej w ciągu kilku dni zdobywa wysoką pozycję w lokalnym społeczeństwie. Jeśli ktoś lubi takie historie będzie miał wiele przyjemności z lektury.
Naszyjnik Semley (Semley's Necklace), Ursula K. Le Guin. Z tekstu przebija osobowość artystyczna autorki. Jeszcze nie arcydzieło, ale zapowiedź późniejszych osiągnięć. Bardzo dobry, trzymający w  napięciu tekst, z naprawdę zaskakującym zakończeniem i sporo dozą smakowicie podanej psychologii.
Pojedynek (Moon Duel), Fritz Leiber. Przygoda w czystej, wręcz wydestylowanej postaci. Z pointą.
Drzwi jego twarzy, lampy jego ust (The Door of His Face, the Lamps of His Mouth), Roger Zelazny. „Moby Dick” ze szczęśliwym zakończeniem. Solidna rozrywka dla dużych chłopców (i dziewczynek).
Matka w niebie z diamentami (Mother in the Sky with Diamonds), James Tiptree Jr. Sama nie wiem. Jakoś nie zachwyciło. Nie wiem dlaczego, bo powinno zachwycić, a nie zachwyciło.

Moja ocena: 6/10