sobota, 23 marca 2013

FANTASY ZE WSCHODU


KRONIKI CZASU PRZEŁOMU




Tytuł: Brylantowy miecz, drewniany miecz. Tom 1.
Tytuł oryginału: Алмазный меч, деревянный меч. Книга 1
Cykl: Kroniki Przełomu
Autor: Nik Pierumow
Tłumaczenie: Rafał Dębski
Wydawca: Fabryka Słów
Seria: Obca krew
Data wydania: 5 sierpnia 2011
Liczba stron: 496
ISBN: 978-83-7574-596-2

Nik Pierumow niezwykle ceniony w Rosji pisarz fantasy, z którego popularnością w ojczyźnie mierzyć może się jedynie Siergiej Łukjanienko, nie odniósł równie spektakularnego sukcesu za granicą, w tym także w Polsce. Mimo że na polski przetłumaczono większość jego książek, przemknęły one niezauważalnie nie pozostawiając po sobie większego echa. Dlaczego? Myślę, że jest po temu kilka powodów.
Po pierwsze, sposób prowadzenia narracji przez Pierumowa można porównać z tym, co w kinie reprezentuje jego znamienity rodak Andriej Tarkowski. Opowieść toczy się nieśpiesznie, powoli, pełna jest dygresji, wspomnień, retrospekcji, opisów i rozważań. Czytelnik odnosi wrażenie, że ma do czynienia nie tyle z książką, co galerią wspaniałych, następujących po sobie pejzaży. „Brylantowy miecz, drewniany miecz” to bardziej monumentalny fresk niż książka przygodowa. Takie wysoce artystyczne podejście, niezwykle cenione przez liczne grono wielbicieli ze wschodu, jest jednak trudne do zaakceptowania dla nowej generacji cywilizacji zachodu, wychowanej na zmieniających się w szaleńczym rytmie reklamach i teledyskach.
Po drugie, język. Tym, co zachwyca najbardziej w twórczości Pierumowa jest język – elegancki, przebogaty, wyszukany, nieco archaiczny, a jednocześnie w pełni naturalny – pod tym względem książki Rosjanina przypominają mi… dzieła Jane Austen. Niestety, ulotny urok prozy Pierumowa gubi się w przekładach (choć tłumaczenie Rafała Dębskiego uważam za bardzo dobre). Być może dzieje się tak dlatego, iż język rosyjski w przeciągu ostatnich kilkudziesięciu lat uległ znacznie większym zmiano niż polszczyzna. Wiadome okoliczności historyczne sprawiły, że przez blisko sto lat był „mową proletariatu” i to nie tylko pod względem treści lecz przede wszystkim formy.
Po tych nieco może przydługich dywagacjach chcę powiedzieć z całą mocą: „Brylantowy miecz, drewniany miecz” zauroczył mnie absolutnie, mimo że nie jestem specjalną miłośniczką fantasy. Zwykle, gdy mam ochotę na fantastykę, wybieram raczej stare, dobre SF. Tym razem zdecydowałam się na odstępstwo od reguły i wcale, ale to wcale nie żałuję.
Czym urzekła mnie książka? 
Przede wszystkim oryginalną i niesamowicie bogatą wizją świata. Zgodnie z kanonem fantasy mamy świat ludzi i świat starych ras, na szczęście nie spotkamy tu ani jednego elfa ani krasnoluda. Poznajemy ich obyczaje, tradycje, wartości, kulturę. Mimo niezwykłej wręcz różnorodności i dużego poziomu szczegółowości, wizja autora jest bardzo wiarygodna, spójna, wolna od jakichkolwiek sprzeczności.  Świat obfituje w szereg dziwnych, tajemniczych zjawisk, takich jak nadciągająca Ulewa i jej Pan. Niektóre tajemnice zostają wraz z rozwojem akcji wyjaśnione, inne pozostają tajemnicami – wszak mamy do czynienia z pierwszym tomem cyklu.
Po drugie – bohaterowie. Krwiści, niejednoznaczni, budzący gorące emocje. Postaci u Pierumowa są prawdziwe, wielowymiarowe. Jednym kibicujemy, innym życzymy wszystkiego co najgorsze, ale pewne jest, że żadna z nich – ani dobra, ani zła, nie pozostawia Czytelnika obojętnym. 
Po trzecie – oczywiście, akcja. Walka o władzę, knowania, magia, fatum – to wszystko kształtuje losy bohaterów popychając ich do działania i sprawia, że Czytelnik nieustannie zadaje sobie pytanie „co dalej?”
Na koniec zła wiadomość: po przeprowadzeniu małego śledztwa ustaliłam, że Fabryka Słów nie zamierza wydawać następnych tomów cyklu „Kroniki przełomu”. Trudno, jakoś sobie poradziłam – na szczęście nieźle sobie radzę z językiem oryginału, ale Czytelnicy, dla których cyrylica stanowi barierę nie do pokonania mogą poczuć się oszukani, o czym lojalnie uprzedzam.

Moja ocena: 9,5/10

Książkę zgłaszam do wyzwania: Z literą w tle

czwartek, 21 marca 2013

HEROSI U WRÓT TROI

GDZIE LEŻY PRAWDA?



Autor: Colleen McCullough
Tytuł: Pieśń o Troi
Tłumaczenie: Justyna Grzegorczyk
Tytuł oryginału: Song of Troy
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Data wydania: 2002
ISBN: 83-7150-954-5
Liczba stron: 404

Colleen McCullough Australijka, autorka wielu niezwykle popularnych książek, między innymi "Ptaków ciernistych krzewów", "Czasu miłości" czy "Pierwszego w Rzymie", postanowiła zmierzyć się z mitem wojny trojańskiej. Temat ten to dla autora wielkie wyzwanie, ale i niebezpieczna pułapka. Jak mierzyć się z piórem nieśmiertelnego Homera? Jak nie dać się zwieść na manowce tanich trików: nie raz już próbowano opowiedzieć tę historię na nowo, uwspółcześnić lub urealnić. Takie próby oddziela od śmieszności i kiczu bardzo cienka linia. Na szczęście pisarce udało się uniknąć wszelkich pułapek. Nie poprawia mitu, nie polemizuje z nim, choć od czasu do dodaje to, co w oryginalnej opowieści ukryte jest między wierszami.
Książka, niczym wielobarwna mozaika składa się z drobnych fragmentów: opowieści snutych na przemian przez kilka osób: Priama, Peleusa, Parysa, Helenę, Hektora, Achillesa, Agamemnona, Odyseusza, a także mniej znane, acz równie ważne postaci: Chirona, Eneasza czy Bryzejdę. Zabieg ten sprawia, że poznajemy nie tylko przebieg wydarzeń, ale i targające bohaterami emocje: dążenie do władzy, pragnienie chwały, miłość, chciwość, nienawiść, egoizm, dumę i strach. A wszystko to obserwują bezlitośni bogowie zabawiający się ludźmi niczym pionkami na szachownicy. 
McCullough traktuje wszystkie postacie jednakowo, nie osądza ich, a jedynie pokazuje motywacje. I choć nie stawia pytań, nasuwają się one same: po czyjej stronie leży racja? gdzie są granice ludzkiego obłędu? co jest następstwem  naszych decyzji, a co wynikiem bezlitosnego fatum? gdzie leży prawda?
Wielką zaletą książki jest też odpowiednie rozłożenie akcentów - mamy tu wszystko lecz niczego w nadmiarze: jest wielka polityka, są krwawe bitwy i pojedynki, jest romans (choć tego jest, o dziwo, najmniej). Dzięki temu "Pieśń o Troi" jest pozycją uniwersalną, skierowaną do szerokiego kręgu czytelników. Wręcz nie mogę powstrzymać się od jakże wyświechtanego frazesu "każdy znajdzie tu coś dla siebie".
Nie byłabym jednak sobą, gdym trochę nie ponarzekała. Jest w książce element zabawny (lub wręcz żenujący). Otóż autorka, nie wierząc chyba w erudycję czytelnika, umieściła na końcu książki rozdział "Dalsze losy niektórych bohaterów". Na dwóch (sic!) stronach poznajemy dalsze dzieje blisko dwudziestu najważniejszych bohaterów. Doprawdy nie mogłam  powstrzymać złośliwego chichotu widząc całą "Odyseję"  czy "Oresteję" streszczoną w jednym, dość krótkim, akapicie. 

Moja ocena: 7,5/10

POWITANIE

Witam gości mojego bloga,

Mam zamiar dzielić się mymi wrażeniami z kolejnych lektur. Lubię spędzać czas w bibliotece i wyszukiwać tam perły i perełki z lamusa, choć nie stronię od nowości. Czytam wszystko: powieści przygodowe, obyczajowe, fantastykę, kryminały i literaturę faktu. Zapowiada się więc dość zróżnicowany blog. Mam nadzieję, że każdy znajdzie tu coś dla siebie.