sobota, 31 grudnia 2016

WDOWA

Nie tylko morderca



Tytuł: „Wdowa”
Autor: Fiona Barton
Tłumacz:  Agata Ostrowska
Wydawca: Czarna Owca 2016
Stron: 456
Cena: ‎39,90 zł

Każdemu z pewnością chociaż raz w życiu zdarzyło się, że miał ochotę rzucić książką o ścianę. Też tak ostatnio miałam. I bynajmniej nie dlatego, że trafiłam na rzecz złą. Wręcz przeciwnie, „Wdowa” pióra Fiony Barton to powieść dobra, wciągająca, napisana sprawie i nieźle wydana (choć kilka drobiazgów korekta  przeoczyła). To powieść, którą mogę z czystym sumieniem polecić na długie, jesienne i zimowe wieczory.  Skąd więc zrodziła się we mnie chęć do takich chuligańskich wybryków? Już śpieszę z wyjaśnieniami.

 „ Wdowa” to proza psychologiczna. Fiona Barton nie jest co prawda  Dostojewskim ani  Eco (mimo wszystko mamy do czynienia z powieścią skierowaną do masowego odbiorcy, a nie do wybranych intelektualistów), tym niemniej zaprezentowała nam kawał dobrej, wnikliwej analizy zachowań i postaw bohaterów. Celowo użyłam liczby mnogiej, bo autorka nie skupia się na jednej postaci. Zmieniając narrację, pozwala czytelnikowi spojrzeć na historię z różnej perspektywy: detektywa prowadzącego śledztwo, matki ofiary, reporterki żerującej na tragedii i oczywiście tytułowej wdowy – żony oskarżonego. Tylko tej ostatniej autorka pozwala przemawiać w pierwszej osobie.

To ciekawe ujęcie, bo w literaturze kryminalnej i okołokryminalnej pisarze najczęściej skupiają się na postaci mordercy (albo, mówiąc ogólniej, przestępcy) i toczącego z nim walkę detektywa. Rzadziej obiektem analizy bywają bliscy ofiary. A co z rodziną przestępcy? Ta najczęściej stanowi tło, a jeśli już się pojawia, to głównie w postaci matki przekonanej, że jej syneczek nie mógł nic złego zrobić. Tymczasem u Barton jest inaczej. Jej bohaterka, Jean, jako dziewiętnastolatka wyszła za mąż za Glena – swoją pierwszą miłość. Małżeństwo przeżywało wzloty i upadki, aż stanęło przed najcięższą próbą. Glen został oskarżony o porwanie i zamordowanie dwuletniej dziewczynki.  „Małej, ślicznej blondyneczki.” Rozpoczyna się śledztwo. Grzebanie w brudach. Na światło dzienne wychodzą skrzętnie skrywane tajemnice. Jean poznaje drugą twarz męża, a jednak trwa u jego boku. Co czuje? Czy mu ufa, czy naprawdę wierzy w jego niewinność,  czy może ukrywa jego zbrodnię w imię lojalności? Jak radzi sobie z niepewnością?  Jak dramatyczne przeżycia odbiją się na jej dalszym życiu?

Zbrodnia zaburza świat wszystkich, którzy się z nią zetknęli. Dotyka nie tylko ofiary. Dla prowadzącego dochodzenie detektywa staje się obsesją, dla reporterów – nieustającą szansą na „supernewsa”, dla Jean – drogą wiodącą ku szaleństwu. Najsłabiej na tym tle wypada Dawn – matka porwanego dziecka. To postać szablonowa i mało wyrazista.
„Wdowa” napisana jest poprawnym, ale dość prostym językiem: krótkie zdania, niewyszukane słownictwo, sporo dialogów. Czuć w tym rękę byłej dziennikarki piszącej dla szerokiego odbiorcy (autorka pracowała w kilku brytyjskich gazetach).  Paradoksalnie, takie uproszczenie przemówiło do mnie. Powieść nabiera cech autentyzmu. Jakbym czytała dobrze napisany artykuł opowiadający o prawdziwych wydarzeniach.  A przecież w beletrystyce o to właśnie chodzi – żeby oszukać czytelnika. Skłonić go, by na kilka godzin zawiesił niewiarę.  Uległam tej iluzji. Zapomniałam, że czytam bajkę dla dorosłych. Zagłębiłam się w mroczny świat bohaterów.  Jednym współczułam, innych nienawidziłam, a jeszcze inni wkurzali mnie tak, że miałam ochotę rzucić książką o ścianę. „Pirzgnąć”, jak mawia się u mnie na wsi.

Do kogo skierowana jest „Wdowa”? Na okładce książki napisano, że jest to thriller psychologiczny. Nie do końca zgadzam się z tą klasyfikacją. Osobiście określiłabym tę pozycję mianem prozy psychologicznej, odrzucając słowo „thriller”, dodane chyba głównie ze względów marketingowych.  Owszem, mamy w powieści i zbrodnię, i zagadkę kryminalną, ale stanowią one jedynie kościec, szkielet, na którym osadzono to, co najważniejsze – opowieść  o  ludziach. Jeśli jesteś miłośnikiem sensacji, brawurowych ucieczek, emocjonujących pościgów i  strzelaniny, to raczej możesz sobie „Wdowę” darować. Owszem, coś z tego się znajdzie, ale, powiedzmy sobie szczerze, w ilościach szczątkowych. Nawet śledztwo ukazane jest w sposób realistyczny: nie jako porywająca  przygoda, lecz  jako wciągająca, ale jednocześnie żmudna i męcząca praca. Jeśli natomiast lubisz powieść obyczajową, spokojną, nieśpieszną, skoncentrowaną na emocjach, to „Wdowa” bez wątpienia dostarczy ci wielu miłych czytelniczych przeżyć.