piątek, 17 lutego 2017

WOJNA WINSTONA

WOJNA TO NIE TYLKO BITWY



Tytuł: Wojna Winstona
Tytuł oryginału: Winston's War
Autor: Michael Dobbs 
Tłumacz: Anna Gralak
Wydawca: Znak Literanova 
Data wydania: 2017-02-01
ISBN978-83-2403-732-2
Stron: 560


„Wojna Winstona” trafiła do mojej  biblioteczki już jakiś czas temu, jednak chwilkę to trwało zanim w końcu zabrałam się za pisanie opinii. Dlaczego? Bo książkę trzeba najpierw przeczytać (choć wiem, że trafiają się tacy recenzenci od siedmiu boleści, którzy wcale nie uważają tego etapu za konieczny), a powieść Dobbsa nie jest pozycją lekką. Ponad 500 stron (dość drobnym drukiem)  tekstu ciekawego, ale zdecydowanie ciężkiego. Tej książki  nie da się czytać szybko, należy jej poświecić sporo czasu, ale, na szczęście, nie jest to czas stracony.
Akcja „Wojny Winstona”  toczy się między  1 października 1938 a 10 maja 1940. Główną linię fabularną osnuto wokół konfliktu i walki o przywództwo między premierem Nevillem Chamberlainem a Winstonem Churchillem.  Z mojego, subiektywnego, punktu widzenia trudno o ciekawszy temat. W historii zawsze dużo bardziej od działań militarnych interesowało mnie to, co je poprzedzało – konflikty, negocjacje, traktaty. Od tego co się stało znacznie ciekawsze wydaje mi się dlaczego stało się tak  a nie inaczej. Zdecydowanie bardziej od przebiegu bitwy interesuje mnie, dlaczego do niej w ogóle doszło. A czy myśleliście kiedyś o bitwach, które się nie odbyły,  albo o wojnach, które nie wybuchły? „Wojna Winstona” o tym właśnie opowiada. O wielkiej dyplomacji i jej kulisach, o negocjacjach i przepychankach, o układach i zależnościach z pozoru drobnych, a jednak wpływających na losy całych narodów, o tym, że w polityce czyjś sukces zawsze jest jednocześnie czyjąś klęską. Takie ukryte rozgrywki  zawsze mnie intrygowały. Nic więc dziwnego, że książka Dobbsa wciągnęła mnie od samego początku.
„Wojna Winstona” to kawał rzetelnej, dobrze osadzonej w realiach historycznych prozy. Autor oparł się na ogólnie znanych faktach i zweryfikowanych informacjach. Nie szczędzi nam przy tym licznych, mocno rozbudowanych detali,  co z pewnością jest dużą zaletą z punktu widzenia poznawczego.  Oczywiście, powieść to nie podręcznik, ale dobrze jest gdy zawiera rzetelną wiedzę.  Pod tym względem Dobbs spisał się świetnie, aż chce się powiedzieć, że za dobrze, bo trochę brakowało mi anegdot i ploteczek. Niechby nawet troszkę naciąganych – wszak literatura piękna ma służyć nie tylko nauce, ale i rozrywce.
I tak oto dochodzimy do małego kłopociku, z którym borykają się autorzy powieści historycznych. Trudno jest zaskoczyć czymś czytelnika i jednocześnie zachować wierność faktom. Szczególnie gdy pisze się o ludziach i wydarzeniach powszechnie znanych. Czym niby miał mnie Dobbs zadziwić? Z góry wiedziałam, że Hitler zajmie Czechosłowację. Atak na Polskę też mnie nie zaskoczył. Ani wojna zimowa. Nawet pociąg Churchilla do alkoholu nie wzbudził mojego zdumienia J
Cóż ma począć biedny pisarz w takiej sytuacji? Albo złożyć ofiarę z prawdy na ołtarzu atrakcyjności, albo wprowadzić postaci fikcyjne. Dobbs poszedł tą drugą drogą. Zgrabnie żongluje fikcją i faktami. Wydarzenia historyczne przeplatają się z opowieścią stworzoną w wyobraźni autora.  Co ciekawe, proporcje zmieniają się. Raz przeważa fantazja, raz prawda. Ma to istotny wpływ na tempo akcji. Tam, gdzie autor i jego kreatywność  mają  wolną rękę wydarzenia  toczą się wartko, tam gdzie na scenę wkracza prawdziwa historia tempo wyraźnie spada.  Rezultatem  tego  zabiegu jest przyjemna mieszanka. Powstała historia wielowątkowa. Opowieść o ludziach i wydarzeniach pozornie ze sobą nie powiązanych , których historie jednak w końcu ładnie się łączą. 
A jaki jest główny bohater? Jaki jest Churchill? Właściwie trudno powiedzieć, bo choć niewątpliwie jest postacią centralną, to – paradoksalnie – dość rzadko pojawia się na kartach książki. Znacznie częściej spotykamy Chamberlaina, Burgessa, czy liczni bohaterowi drugoplanowi. Winston jest tym, o którym wszyscy mówią (lub piszą) lecz sam dość oszczędnie pojawia się na scenie. Trochę mi go brakuje. Szczerze mówiąc  wolałabym więcej Churchilla w Churchillu.
Chociaż może tak jest lepiej? Mam wrażenie, że postaci historyczne wyszły Dobbsowi słabiej niż fikcyjne. Zarówno Chamberlain jak i Churchill są nieco schematyczni. Być może autor bał się zaryzykować i wyjść poza utarte schematy, a może po prostu sympatie polityczne przeważyły nad duchem twórczym? Tak czy siak, choć książka traktuje o Churchillu moją ulubioną postacią stał się  bohater drugoplanowy (aczkolwiek ważny), Mac – fryzjer męski.  Ciekawe, kogo polubią inni czytelnicy!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz