sobota, 18 kwietnia 2015

POWRÓT PO PRZERWIE WIELKANOCNEJ

Z PIÓREM WŚRÓD ZWIERZĄT


Okładka polska

Tytuł: Złapcie mi gerezę
Tytuł oryginału: Catch Me Colobus
Autor: Gerald Durrell
Tłumacz: Zofia Zinserling
Wydawca: Prószyński i S-ka
Data wydania: 2000
Liczba stron: 152
ISBN: 83-7255-600-8

Dawno nic nie pisałam, aż mi trochę wstyd. Złożyło się na to szereg powodów: wielkanocne szaleństwo, wiosenny wyjazd na urlop i… pewne rozczarowanie kolejnymi lekturami. Jakoś tak mam, że znacznie lepiej mi się piszę o książkach, które przypadły mi do gustu niż o czytelniczych rozczarowaniach. Fajniej jest podzielić się radością z udanej lektury niż marudzić niczym moherowa babcia, wyrzekająca na dzisiejszą młodzież. Ale do rzeczy!

Swego czasu pisałam o książce "Moje ptaki, zwierzaki i krewni" Geralda Durrella. Piałam wtedy z zachwytu. Nic więc dziwnego, że gdy w moje ręce trafiła inna pozycja tegoż autora „Złapcie mi gerezę”, natychmiast przystąpiłam do czytania. Niestety, z każdą kolejną stroną mój entuzjazm opadał niczym poziom wody po otwarciu śluzy. Choć książka liczy sobie zaledwie sto pięćdziesiąt stron, męczyłam ją dobre kilka dni. Co z nią jest nie tak? Właściwie wszystko.

Poprzednie książki Durrella (oprócz wspomnianej już „Moje ptaki, zwierzaki i krewni” czytałam także „Moja rodzina i inne zwierzęta”) skrzyły się dowcipem i zachwycały lekkością stylu. Niestety, „Złapcie mi gerezę” nie ma żadnej z zalet poprzedniczek. I chyba wiem dlaczego – można się tego domyślić z treści książki. Durrell opisuje w niej swe perypetie z okresu gdy kierował ogrodem zoologicznym na wyspie Jersey. Lata te nie były czasem radosnego poznawania tajemnic natury lecz czasem ciężkiej walki o przetrwanie. Kolejne opowieści wychodziły spod pióra Durrella nie z powodu potrzeby twórczej lecz z przyczyn czysto ekonomicznych. Potrzebował pieniędzy na utrzymanie prowadzonej przez siebie placówki. Pisał więc, choć nie miała na to ani czasu, ani ochoty, o siłach nie wspominając. To czuć. Zwyczajnie czuć, że książka jest „wymęczona”. Brakuje jakiejś linii przewodniej, wątki prowadzone są chaotycznie, często pozostają niezamknięte lub są zakończone pośpiesznie i byle jak, a dowcipy przypięte na siłę (do tego w wielu przypadkach zwyczajnie nie są śmieszne). 

Mam wrażenie, że autor uległ presji wydawcy, albo własnego, wewnętrznego przekonania, że to co pisze musi być zabawne, bo tego oczekują czytelnicy. A jak tu pisać wesoło o smutnych rzeczach? O niefrasobliwym podejściu ludzi do natury, o gatunkach zagrożonych wyginięciem i tych, które już wyginęły, o okrucieństwie i bezmyślności ludzkiej? Sądzę, że należało albo wybrać inny temat, albo zaryzykować i stworzyć rzecz znacznie poważniejszą. Myślę, że miłośnicy zwierząt – a przecież to głównie oni sięgają po książki Durrella – przyjęliby taką zmianę pozytywnie. Co więcej, taka książka mogłaby być ważnym głosem w dyskusji na temat ochrony przyrody. Tak się jednak nie stało i w rezultacie zamiast smakowitego ciastka mamy czerstwą bułę. 

Szkoda.

10 komentarzy:

  1. Temat zwierzątek w książkach raczej jest mi obcy, nie czytam takiej tematyki a i po tą książkę nie sięgnę skoro nawet ciebie rozczarowała. I nie marudzisz jak moherowa babcia hahaha... to jest dosłowna opinia zmarnowanego czasu. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się z Tobą. Czas tak zaoszczędzony możesz wykorzystać na coś znacznie ciekawszego.

      Usuń
  2. Kocham zwierzęta i chętnie sięgnę po jakąś pozycję tego autora - oczywiście niekoniecznie tu przez Ciebie opisywaną :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie bardziej polecam dwie inne książki, o których wspominam w poście. Są naprawdę ciekawe, zabawne i wciągające.

      Usuń
  3. Kompletnie nie znam tego autora. Znam natomiast książki z tej serii. Prószyński wydawał ciekawe rzeczy. Czyli po jaki tytuł warto sięgnąć?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to była fajna seria. Dużo ciekawych książek w niej wyszło. Co do Durrella, to proponuję „Moja rodzina i inne zwierzęta” oraz „Moje ptaki, zwierzaki i krewni”.

      Usuń
  4. Nie znam tego autora, ale z tego co piszesz nie warto poznawać jego twórczości od tej książki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie nie warto. Powiem więcej - gdyby to było moje pierwsze spotkanie z jego twórczością, rzuciłabym książkę w kąt najdalej w połowie i nigdy więcej po Durrella nie sięgnęła.

      Usuń
  5. czytanie "na siłę zabawnej książki" traktującej o rzeczach smutnych jest przykre. szkoda, że autor wybrał taką drogę.

    OdpowiedzUsuń