czwartek, 2 czerwca 2016

ŚLEDZTWA KSIĘCIA SETNY


POŁEBKIZM


Tytuł: „Przeklęty grobowiec”
Cykl: „Śledztwa księcia Setny”
Autor: Christian Jacq
Tłumacz: Monika Szewc-Osiecka
Wydawca: Rebis 2016
Stron: 370

Post opublikowany pierwotnie na portalu Fahrenheit.

Starożytny Egipt to samograj. Takiego nagromadzenia tajemnic, intryg i mitów, takiego pola do popisu dla wyobraźni, takich możliwości do błyśnięcia erudycją, nie znajdziecie nigdzie indziej jakbyście nie szukali w czasie i przestrzeni. Wydawać by się więc mogło, że nie da się napisać kiepskiej książki osadzonej w takich realiach. A jednak Christian Jacq dokonał niemożliwego. Napisał powieść, delikatnie rzecz ujmując, mierną. Książkę, która nie broni się prawie na żadnej płaszczyźnie.  „Prawie”, bo jednego nie można Jacqowi  odmówić – obszernej, drobiazgowej wiedzy na temat Egiptu. Wiedzy, której starczyłoby na napisanie niejednego podręcznika.  Czytając opisy obyczajów, strojów czy wierzeń możemy w pełni autorowi zaufać. I na tym zalety „Śledztw księcia Setny” się kończą. Cóż z tego, jeśli wiedzy tej nie potrafi sprzedać w interesujący sposób.
Długo zastanawiałam się dla kogo przeznaczona jest ta powieść, zanim w końcu doznałam olśnienia.  Jest to pozycja odpowiednia dla tak zwanej młodszej młodzieży, czyli, po bożemu, do dzieci w wieku 11-12 lat, takich które już sprawnie składają literki i nawet ze zdaniem podrzędnie złożonym sobie poradzą, ale jeszcze zbyt skomplikowanych treści w małej główce nie są w stanie dłużej utrzymać. Z tym, że bardziej rozgarnięty dwunastolatek grupą docelową już nie będzie.  Wiele uproszczeń i naiwności można tłumaczyć młodym wiekiem i brakiem wyrobienia potencjalnego odbiorcy. Chociaż, z drugiej strony, czy młody wiek czytelnika to wystarczający powód by go nie traktować poważnie?
Beletrystyka, a w szczególności ta popularna, fabułą stoi. Tym razem fabuła jest prosta jak budowa cepa. Było dwóch braci, jeden dobry, drugi zły, obaj kochali piękną dziewczynę, a ona oczywiście wolała dobrego, choć biednego.  A śledztwa? No są gdzieś tam w tle, i bynajmniej nie książę Setna je prowadzi, a jego przyjaciel. Książę Setna jest zajęty czytaniem mądrych ksiąg i byciem zakochanym od pierwszego wejrzenia. Intryga w sam raz dla miłośniczek seriali „My Little Pony” albo „Troskliwe Misie”. Z całym szacunkiem dla tych osiągnięć X muzy.
Literatura piękna to sztuka snucia opowieści. Jacq opowiadać nie umie. W sposób wołający o pomstę do nieba marnuje wcale nie mały potencjał prezentowanej historii. Kolejne wydarzenie przedstawia w iście telegraficznym skrócie. Wiele epizodów, które nawet średnio wprawnemu pisarzowi wystarczyłby na niezłe opowiadanie, a przynajmniej a kilka stron krwistej prozy,  on zbywa jednym, maksymalnie dwoma suchymi akapitami. Mamy w „Przeklętym grobowcu” i bitwę decydującą o losach państwa, i rytuał wtajemniczenia egipskiej kapłanki, i schadzki zakochanych, i magię, i politykę. Do wyboru, do koloru. Toż to materiał na całą sagę! Ileż emocji – od strachu, aż po głębokie wzruszenie, można by w czytelniku wywołać. Tymczasem wszystko to przedstawiono w sposób tak skrótowy i suchy, że całość jest po prostu nudna, a miejscami wręcz żenująca. Czytając czułam się jakby autor w pośpiechu oprowadzał mnie po wystawie hieroglifów. Widzieliście kiedyś wycieczkę z przewodnikiem gnającą kurs galopkiem przez muzeum? „Na tym obrazie widzimy dwie brzozy i konia. Idziemy dalej!”. Gdzie wyobraźnia?! Gdzie własna interpretacja?! Byle szybciej, byle dalej, po łebkach. Na potrzeby opisania stylu autora stworzyłam nawet nowe słowo „połebkizm”. Inaczej specyfiki dzieła oddać nie potrafię. I znowu wraca wizja jedenastoletniego czytelnika. Może nie zauważy?
W tym pobieżnie naszkicowanym świecie, przeżywają swoje pobieżnie opisane przygody, do bólu szablonowe postaci. Czarno-białe jak… Hmmm… zabrakło mi porównania. Nawet czarno-biała telewizja oferowała jakieś tam odcienie szarości.  Tutaj na szarość nie ma miejsca. Albo ktoś jest zły, albo dobry. Kropka.
Książka to jednak nie tylko akcja i bohaterowie. Książka to także, a może przede wszystkim język.  Tu jest on tyleż uproszczony (żeby nie rzec prostacki) co niedopasowany do treści. Wyobraźcie sobie świat, w którym działa magia. Tak, tak – działa.  Po prawdzie większość problemów rozwiązują nasi bohaterowie za pomocą magii.  Do narodzenia Chrystusa zostało nam z grubsza licząc tysiąc trzysta lat (mamy wszak okres panowania Ramzesa Wielkiego), do narodzin Roberta Kocha kolejne dwa tysiące (plus minus sto lat), a tymczasem nasza bohaterka maluje oczy kredką która „nie tylko podkreślała spojrzenie pięknych, uwodzicielskich oczu w kolorze głębokiej zieleni ale także chroniła przed zakażeniami i zarazkami”. (s. 47 ). W innej scenie bohater pyta „Czyżby zagrażał nam gang Syryjczyków” (s. 219).  Żołnierze noszą „nowe mundury” (s. 64),ba, mamy nawet „mundur generalski” (s.78). Dokładnie tak jak  zacytowałam. Nie „elementy umundurowania” jeno pełnoprawny mundur. Wspominać hadko. Ręce opadają.
Czas na podsumowanie. Nigdy bym nie uwierzyła, że coś takiego kiedykolwiek napiszę, a jednak… Szczerze radzę – zamiast czytać idź na spacer. Czerwcowe dni są takie piękne.

2 komentarze:

  1. Patrząc na samą okładkę, miałem wrażenie, że to gniot, który raczej nie przykuje mojej uwagi i proszę - tak się okazało. Chyba wybiorę się na rower ;)

    OdpowiedzUsuń