niedziela, 22 maja 2016

KRIVOKLAT

FORMA IDEALNIE DOPASOWANA DO TREŚCI


Tytuł: „Krivoklat”
Autor: Jacek Dehnel
Wydawca: Znak literanova
Data wydania: 18-05-2016
Stron: 240 
ISBN:978-83-2403-628-8

Moje spotkanie z „Krivoklatem”  pióra Jacka Dehnela można podzielić na kilka etapów: zaciekawienie, zauroczenie, zdumienie, fascynację, znużenie (nie mylić ze znudzeniem), powrót i smuteczek. A było to tak.
Zaciekawienie. Postać Jacka Dehnela  nie jest mi obca.  Wielokrotnie czytałam o nim zarówno w tradycyjnej prasie – tej staromodnie drukowanej na papierze (należę do skazanego na wyginiecie  gatunku, polującego na ten coraz rzadszy pokarm duchowym) jak i w Internecie. Pisarz, poeta, tłumacz, wielokrotnie nagradzany,  nominowany, podziwiany, tłumaczony na wiele języków.  Posługując się terminologią współczesnych mediów  Dehnel to gorące nazwisko.  A jednak, choć staram się nadążać  za tym, co w trawie piszczy, jakoś tak się złożyło, że dotychczas nie czytałam żadnego tekstu, który wyszedł spod jego pióra. Nic więc dziwnego, że gdy na półkach księgarń pojawił się „Krivoklat” poczułam zaciekawienie. „O co z tym Dehnelem chodzi” - pomyślałam i zrozumiałam, że oto nadarza się wspaniała okazja by poznać odpowiedź na to, dość w sumie naturalne, pytanie.  A co może być lepszym bodźcem do działania niż ciekawość? I tak oto „Krivoklat” znalazł się na mojej czytelniczej półce.
Zauroczenie. Mówią, że nie należy oceniać książki po okładce. Może i nie należy, ale natury nie oszukasz. Starannie wydana pozycja przyciąga wzrok i zachęca do zakupu. I choć w powieści  liczy się przede wszystkich treść, to jednak prawdziwy miłośnik książek odczuwa fizyczną wręcz przyjemność dotykając pięknej okładki, oglądając ją, gładząc, ba!, są nawet tacy, którzy książki wąchają by poczuć zapach papieru i świeżej farby drukarskiej. W „Krivoklacie” zakochałam się od pierwszego wejrzenia. Urzekł mnie starannością wydania i fascynującą okładką: wysublimowaną, niestandardową, realistyczną a jednocześnie pozbawianą płytkiej dosłowności.
Zdumienie. Okładka okładką, ale mimo wszystko najważniejsze jest to, co w środku. A w środku niespodzianką. Przynajmniej pod względem formy jest „Krivoklat” powieścią nieszablonową. Zazwyczaj niechętnym okiem patrzę na wszelkie eksperymenty formalne, ale w „Krivoklacie” rezygnacja z ogólnie przyjętych rozwiązań nie jest, przynajmniej w moim odczuciu, żadnym eksperymentem, a dobrze przemyślanym, wręcz perfekcyjnym, dostosowaniem formy do treści. Autor stosuje przemyślny zabieg: całkowicie rezygnuje z użycia akapitów, tworzy niezwykle długie, rozbudowane zdania, ciągnące się czasami przez kilka stron, pełne wtrąceń dygresji, i powtórzeń. Trzeba chwili by do takiego tekstu przywyknąć, ale gdy już przestawimy się  na inny odbiór, „kupimy” zaproponowane rozwiązanie, odkrywamy, że jest idealne. Dlaczego? Główny bohater, tytułowy Krivoklat, jest wszak szaleńcem (przynajmniej w kategoriach społeczeństwa, w którym przyszło mu żyć), a powieść jest owego szaleńca monologiem. Wyrzucanym szybko, chaotycznie, na jednym oddechu. Jest to jednak szaleństwo z metodą. W naszym świecie tylko szaleniec, nieskrępowany ciasnym gorsetem norm, może szczerze mówić o tym co najważniejsze – o sztuce i o miłości. Monolog Krivoklata jest tylko pozornie bezładny.
Fascynacja. Gdy już zanurzymy się  w świat wykreowany przez Dehnela zauważymy, że każdego słowo jest tam starannie przemyślane, że z pozornego chaosu niczym z barwnych plamek na obrazie Renoira (nota bene znienawidzonego przez Krivoklata :) )  wyłania się spójny wizerunek świata.  Autor snuje opowieść niezwykle konsekwentnie, a jednocześnie cały czas nie przestaje nas zadziwiać. Zdania skrzą się inteligencją i dowcipem. Przy czym jest to żart najwyższej próby: delikatny, nienachlany, mądry, ironiczny ale nie złośliwy, z elementami uwielbianego  przeze mnie czarnego humoru. Bo „Krivoklat” to przede wszystkim powieść prześmiewcza, oparta na wielopiętrowej ironii – czasem trudno się zorientować z kogo tak naprawdę się śmiejemy: z wyśmiewanego czy z prześmiewcy? Przepyszna rozrywka intelektualna.
Znużenie. Muszę teraz szczerz się przyznać, że mimo świetnej zabawy, jakiej dostarczył mi „Krivoklat”, nadeszła w końcu chwila, gdy poczułam się lekko znużona lekturą. Zwyczajnie, fizycznie, zmęczona.  Wspomniana już wcześniej przeze mnie forma – długie, wielowarstwowe, zdania, dygresje, brak akapitów – sprawiają, że czytanie wymaga sporego skupienia. Jest jak gra w szachy – dostarcza niezapomnianych emocji, ale jednak męczy. Jest też aspekt czysto praktyczny. Książki nie da się czytać „z doskoku” – w metrze, w autobusie czy w poczekalni do lekarza. Trzeba wygospodarować sporo czasu poświęconego wyłącznie obcowaniu z powieścią. I nie chodzi mi nawet o koncentrację, bo znam osoby, które potrafią skupić się w każdych warunkach. Mam na myśli aspekt czysto praktyczny. Głupio jest odłożyć książkę  w połowie zdania. A w przypadku „Krivoklata” doczytanie do kropki może oznaczać dobry kwadrans. Oczywiście, znam książki jeszcze bardziej „nieprzyjazne” pod tym względem, chociażby słynne „Bramy raju” Andrzejewskiego składająca się z jednego tylko zdania (słusznie zwrócono mi uwagę, że formalnie z dwóch zdań, aczkolwiek drugie jest bardzo krótkie), ale nie zmienia to faktu, że nie jest to forma wygodna.  Mówiąc krótko – poczułam przesyt i postanowiłam odpocząć.
Powrót. Porzucony „Krivoklat” leżał sobie kilka dni na półce, podczas gdy ja pozwalałam odetchnąć mózgowi robiąc skarpetki na drutach (niezwykle odstresowujące zajęcie – polecam wszystkim zagonionym i zabieganym). Nie trwało to jednak długo. Dość szybko poczułam wewnętrzną potrzebę zanurzenia się ponownie w wykreowany przez Dehnela świat. W każdym związku, czy jest to małżeństwo, przyjaźń, czy relacja czytelnik-książka, czasami potrzebny jest chwila oddechu. Krótkie rozstanie dobrze nam zrobiło. Po przerwie „Krivoklat” wciągnął mnie jeszcze bardziej. Nawet nie zauważyłam kiedy dotarłam do końca.
Smuteczek. Potem był już tylko smuteczek. Żal, że to już koniec, że pora rozstać się z „Krivoklatem” i jego światem. Na otarcie łez pozostała mi tylko nadzieja, że Dehnel, będąc wszak pisarzem młodym, w pełni sił twórczych, nie powiedział jeszcze ostatniego słowa i za czas jakiś znowu nas czymś zaskoczy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz