czwartek, 12 stycznia 2017

TAJEMNICA DOMU HELCLÓW


WYPRAWA DO STAREGO KRAKOWA

Tytuł: Tajemnica domu Helclów
Autor: Maryla Szymiczkowa
Wydawca: Znak literanova 2015
Stron: 288

Panowie Jacek Dehnel i Piotr Tarczyński, bo to oni kryją się pod pseudonimem Maryla Szymiczkowa, zafundowali czytelnikom smakowitą wycieczkę do XIX wiecznego Krakowa. Rok 1893 powoli zbliża się ku końcowi. Bardzo wścibska profesorowa Szczupaczyńska, jak na krakowską mieszczkę przystało, ma własną hierarchię wartość: dba o dom, dogląda służby, zaciekle rywalizuje z „przyjaciółkami”, których w głębi duszy szczerze nienawidzi. A jednak, gdy staje twarzą w twarz z prawdziwą zbrodnią, budzi się w niej żyłka detektywistyczna. Uzbrojona jedynie w kajecik, ołówek i własny spryt postanawia dociec prawdy, bo wynik działań policji ani trochę jej nie satysfakcjonuje.
Z powyższego można by wysnuć wniosek (w sumie błędny), że „Tajemnica domu Helclów” to kryminał retro. W przekonaniu tym (błędnym) utwierdza nas notka redakcyjna. Czas powiedzieć to szczerze: choć wątek kryminalny w książce występuje, nie on jest najważniejszy. Książka nie jest skierowana do miłośników krwawych scen, szybkim pościgów i niespodziewanych zwrotów akcji. Oczywiście, bez zbrodni i następującego po nim  śledztwa nie byłoby powieści. Intryga kryminalna jest tu jednak niczym tyczka podpierająca krzak chmielu. Bez podpory chmiel nie da rady, ale – jak wszyscy wiemy – nie o tyczkę chodzi. Co jest więc tym metaforycznym chmielem? O czym jest powieść?
„Tajemnica domu Helclów” to przede wszystkim opowieść o mieście i jego mieszkańcach. Pełna ciekawostek, anegdot i dygresji. To obraz Krakowa, którego już nie ma, a może nigdy nie było, bo
autorzy wspaniale żonglują stereotypami: mamy mieszczaństwo skrępowane przesądami, skąpych krakusów, sprytne żony i ich mężów-pantoflarzy. Jacek Dehnel i Piotr Tarczyński malują Kraków takim, jakim chcielibyśmy go widzieć. Kraków ze starych filmów, z dawno przeczytanych książek, z naszych marzeń. Aczkolwiek, trzeba przyznać, że w tekście  nie brakuje też prawdziwych opowieści, takich jak choćby otwarcie Teatru Miejskiego na placu Św. Ducha czy pogrzeb mistrza Matejki. To na podstawie tych właśnie epizodów ustaliłam dokładną datę zdarzeń opisanych w powieści.
Ale to nie wszystko. W „Tajemnicy domu Helclów” mamy też wspaniałą zabawę z konwencją. Szymiczkowa (udawajmy, że wierzymy w jej istnienie) co i raz puszcza oko do czytelnika. Każdy, kto lubi książki, bez trudu dojrzy aluzje do Zapolskiej i Christie. A wszystko to opisane piękną, delikatnie stylizowaną polszczyzną  i okraszone specyficznym, subtelnym humorem.
I choć intryga nie porywa, choć zagadka nie spędza snu z powiek, choć akcja toczy się nieśpiesznie, to jednak lektura dostarcza wielu miłych wrażeń. Pozwala na kilka godzin zapomnieć o rzeczywistości i zanurzyć się w barwny niejednoznaczny świat starego Krakowa.

2 komentarze: