poniedziałek, 9 lutego 2015

MONTOWANIA W POWSZECHNYM

SPOTKANIE Z TEATREM MONTOWNIA



Montownia - Quo Vadis; plakat
Teatr Powszechny
Tytuł: Quo Vadis
ReżyseriaRafał Rutkowski
Występują : 
Adam Krwaczyk
Marcin Perchuć
Rafał Rutkowski
Maciej Wierzbicki
Scenografia i kostiumy: Małgorzata Szydłowska
Teksty piosenek: Adam Krawczuk, Marcin Perchuć, Rafał Rutkowski


Dawno nie było żadnego nowego wpisu na karcie "Teatralia".  Jakoś tak się składało, że na spektakle, na które chciałam iść nie było biletów, a na te, na które bilety były, ja nie miałam ochoty. Jednakże, co się odwlecze, to nie uciecze. W sobotnie popołudnie dotarłam na spektakl Teatru Montownia - "Quo Vadis". Powiem szczerze, był to bardziej przypadek, niż  świadoma decyzja, ale przypadek wielce fortunny. Cóż, czasem tak bywa.

Zacznę od kilku słów o "Montowni". Ci, którzy znają ten zespół mogą od razu przejść do kolejnego akapitu. Teatr Montownia to niezwykle ciekawy projekt. Grupa absolwentów Warszawskiej Akademii Teatralnej skrzyknęła się i założyła niezależną trupę, nie posiadającą własnej siedziby, administracji itp. Aktorzy tułają się po różnych scenach. Występowali w Studio Buffo,  Polonii, Och-Teatrze. Tym razem trafili na deski Powszechnego. Stałymi członkami grupy, są Adam Krwaczyk, Marcin Perchuć, Rafał Rutkowski oraz Maciej Wierzbicki. Ta własnie czwórka wystąpiła w spektaklu "Quo Vadis".

Tym razem czterej panowie wzięli na warsztat klasykę literatury - Quo Vadis Henryka Sienkiewicza. Przedstawienie trudno nazwać "interpretacją", czy chociażby "spektaklem opartym o". Najbliższe prawdy będzie tu chyba  określenie "kabaret na motywach". Bo "Quo Vadis" Montowni niewątpliwie bliżej jest do kabaretonu niż do klasycznego spektaklu. Przedstawienie to nic innego jak ciąg gagów, dowcipów, piosenek i parodii. 

Zgodnie z opisem na stronie Teatru Powszechnego spektakl trwa 75 minut, lecz z jakiś powodów ten, który ja widziałam zmieścił się w jednej godzinie. 60 minut z zegarkiem w ręku. I chyba dobrze, bo propozycji Montowni starcza potencjału na tyle mniej więcej czasu. Dlaczego? Ano dlatego, że pewne rzeczy, na przykład mężczyzna przebrany za kobietę, bawią przez chwilę, a potem powszednieją. Przez godzinę jest śmiesznie, dłużej byłoby tylko męcząco. Chwała artystom za to, że wiedzieli kiedy skończyć.

"Quo vadis" jest spektaklem prześmiewczym. Zaznaczę od razu, że choć w spektaklu śmiechu jest dużo, nie ma w nim żadnej złośliwości. Każdy kolejny żart można by określić jako przyjacielski kuksaniec i przekomarzankę, a nie jako chłostę pod pręgierzem. Z kogo śmieje się Montowania? Literacki pierwowzór oferuje nam starożytnych Rzymian, ale jak by na to nie patrzeć, na wyśmiewanie Rzymian jest jakieś półtora tysiąca lat za późno (a i to, jeśli uwzględnimy Cesarstwo Bizantyjskie). Nie jest jednak za późno na wyśmiewanie przywar, które wraz z nimi nie odeszły do historii: żądzy władzy, lizusostwa, karierowiczostwa, zamiłowania do patosu, egzaltacji przechodzącej w cukierkowatość, zakłamania. Oczywiście, nie obeszło się też bez kilku mniej lub bardziej oczywistych nawiązań do współczesności (niektóre były wręcz łopatogiczne, co nie zmienia faktu, że autentycznie rozśmieszyły publiczność). Mówiąc krótko, "Quo Vadis" wyszydza to, co wielokrotnie już było i wielokrotnie będzie obiektem drwin. 

Tak więc, jeśli chodzi o treść, nie jest "Quo Vadis" ani szczególnie odkrywcze, ani specjalnie głębokie. Jest jednak coś, co sprawia, że przedstawienie to mimo wszystko jest spektaklem bardzo dobrym. Być może nie wybitnym, ale z pewnością bardzo dobrym. Tym czymś jest warsztat aktorski. To, co panowie z Montowni robią z mimiką, intonacją, ruchem, to klasa sama w sobie. Każda scenka to aktorska perełka. W minimalistycznej scenografii, bez zbędnych ozdobników i efektów specjalnych, samą tylko grą tworzą pałac Nerona, willę Petroniusza, płonący Rzym, arenę cyrku - co tylko chcecie.

Jeśli do mistrzowskiego aktorstwa dodamy wartką akcję, zabawne piosenki i świetny kontakt z widzami, dostaniemy godzinę rzetelnej, inteligentnej rozrywki. A to jest coś, czego ostatnio bardzo brakuje w polskim teatrze rozdartym między błahymi farsami, a przeintelektualizowanymi spektaklami dla snobów. Tak trzymać, panowie!

2 komentarze:

  1. Mieszkam w nadmorskiej miejscowości (ponad 50 tyś. mieszkańców) i u nas teatru brak, takie rozrywki tylko w big city. Fajnie że sztuka może rozśmieszyć - mi się kojarzyło z nudami i snobizmem. Pozdrawiam
    książkowyromans.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie można mieć mieć wszystkiego :) Ja za to trochę zazdroszczę Ci morza. U nas na wsi mamy tylko małą gliniankę.
      "Montownia" czasem wyrusza na gościnne występy. Gdyby pojawili się w okolicy warto mieć na uwadze.

      Usuń