sobota, 31 stycznia 2015

INNY MANKELL

ŻYCIE PO WALLANDERZE


Okładka: Henning Mankell - "Wspomnienia brudnego anioła"
Tytuł: Wspomnienia brudnego anioła
Tytuł oryginału: Minnet av en smutsig ängel
Autor: Hennig Mankell
Tłumaczenie: Ewa Wojciechowska
Wydawca: W.A.B
Data wydania: 2014-10-22
Liczba stron: 352
ISBN: 978-83-280-1423-7

Dobrze, od razu się przyznam. Książkę tę kupiłam przez pomyłkę. Widząc na okładce nazwisko Mankell sprawdziłam tylko imię autora. Zgadzało się – Henning. Niewiele myśląc wrzuciłam książkę do koszyka nie zadając sobie nawet trudu przeczytania tekstu umieszczonego na ostatniej stronie, zwanego coraz częściej z angielska blurbem.
Przygotowana mentalnie na spotkanie z kolejnym skandynawskim kryminałem raźnie zabrałam się do lektury. Czytam, czytam, czytam, a im bardziej czytam, tym bardzie żadnego kryminału tam nie ma. Tak, moi drodzy, „Wspomnienia brudnego anioła” nie są kryminałem, nie są sensacją, ba!, nie mają nawet najwątlejszego wątku kryminalnego (nie wiem czemu, ale określenie „wątły wątek” wydaje mi się wielce ucieszne, toteż nie mam zamiaru z niego rezygnować, nawet jeśli oburzy to miłośników pięknego stylu).
Jeśli nie kryminał, to co? Czym są „Wspomnienia brudnego anioła”? Ku memu zdziwieniu książka okazała się powieścią obyczajową, umiejscowioną w początkach XX wieku. Opowiada o kilku latach z życia młodej Szwedki, którą los rzucił do miasta  Lourenço Marques położonego w portugalskiej kolonii w Afryce. Dziwnym splotem okoliczności nasza bohaterka zostaje właścicielką świetnie prosperującego burdelu. Swoją drogą autor zda się napawać słowem „burdel” i utyka je w tekście wszędzie tam, gdzie tylko się da – czy ma to sens, czy nie ma. Nie powiem, żeby mnie to jakoś szczególnie zbulwersowało czy zgorszyło. Nic z tych rzeczy – raczej rozbawiło. Jakbym widziała małego chłopca (w końcu w każdym z nas, aż do śmierci tkwi ukryte małe dziecko) z lubością powtarzającego „brzydkie słowo”, którego właśnie nauczył się od starszych kolegów na podwórku.
O czym mówią „Wspomnienia brudnego anioła”? Najprościej byłoby powiedzieć „o niczym”, w tym znaczeniu, że nie ma tam żadnej zagadki do rozwiązania, żadnej intrygi, żadnej historii przewodniej. Autor przedstawia nam przygotowaną z ogromnym rozmachem panoramę przełomu XIX i XX w. Wycieczkę rozpoczynamy w ubogiej szwedzkiej wsi, wraz z bohaterką trafiamy do domu bogatego kupca, odbywamy podróż statkiem handlowym by w końcu znaleźć się u wybrzeży Afryki, gdzie zatrzymamy się na dłużej. Konkretnie do końca powieści.
„Wspomnienia brudnego anioła” trudno nazwać rzeczą wciągającą. Sądzę, że niejeden czytelnik może nerwowo przewracać kartki mrucząc pod nosem „kiedy w końcu zacznie coś się dziać?”. Dla takich osób mam złą wiadomość – „dziać” nie zacznie się nic aż do ostatniej kropki. Bo nie o „dzianie się” w tej książce chodzi. Opowieść toczy się nieśpiesznie, niby leniwie rozwijana nić. W tekście nie znajdziemy wyraźnej głównej linii fabularnej, żadnej historii, na której niczym na kręgosłupie osadzone byłyby poszczególne sceny. Dostajemy jedynie obrazki z kolejnych dni z życia burdelmamy, będące tylko pretekstem do niezwykle realistycznego przedstawienia realiów kolonializmu w jego największym rozkwicie.
Nasza bohaterka nie bardzo potrafi odnaleźć swe miejsce, rozdarta między dwoma światami – zbuntowana przeciwko okrucieństwu białych, obca dla czarnych. Buntuje się przeciw temu co ją otacza, jest to jednak bunt tyleż rozpaczliwy, co nieskuteczny, nie przynoszący nikomu nic dobrego.
Powieść Mankella urzeka przede wszystkim specyficznym, skandynawskim klimatem. Zabawne to, wszak rzecz dzieje się na Czarnym Lądzie. I tylko szkoda, że momentami zaangażowanie polityczne bierze górę na jakością literacką. Niestety, tu i ówdzie zgrzyta nie pasująca do realistycznej powieści idealizacja, tak jakby pisarz chciał pokazać świat nie takim jakim go widzi, lecz takim jakim by go widzieć pragnął. Być może wynika to z silnego, osobistego związku Mankella z Afryką. Autor wielokrotnie podróżował na Czarny Ląd, by w końcu na stałe związać się z teatrem Avenida w stolicy Mozambiku - Maputo. Ale to już całkiem inna historia.

10 komentarzy:

  1. Nie czytałam tego autora choć bardzo lubię kryminały, thrillery itp. ale po twoim słowie, raczej po jego książkę nie chwycę zawłaszcza po nią. Czytanie zawsze ma sprawiać radość a z twoich słów wynika, że trochę się męczyłaś czytając tę powieść.
    Pozdrawiam
    książkowyromans.pl

    OdpowiedzUsuń
  2. Fakt, to nieco męcząca lektura. Trzeba mieć do niej odpowiedni nastrój.

    OdpowiedzUsuń
  3. Zdecydowanie nie jest to historia dla mnie :) Ale takie pomyłki też miewam xd

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pomyłki zdarzają się wszystkim. Ważne, żeby umieć się do nich przyznać i wyciągnąć wnioski.

      Usuń
  4. Nie znam zupełnie twórczości Mankella, ale chyba jednak jej poznawania nie zacznę od tej książki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację. Lepiej zacznij od serii z Wallanderem.

      Usuń
  5. Ten burdel mnie w sumie nie irytuje, ale jakoś nie ciągnie mnie do tej książki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli nie ciągnie, to nie czytaj. Nie zaliczyłabym tej książki do kanonu pozycji obowiązkowych. Innymi słowy można, ale musu nie ma.

      Usuń
  6. Na tę chwilę nie jestem przekonana, jednakże czasami mam taki okres, kiedy lubię czytać tego typu książki. Będę o niej pamiętać.
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, do lektury tej książki trzeba mieć odpowiedni nastrój. Inaczej może rzucić w sen. :)

      Usuń