środa, 24 lutego 2016

MALUTKI JUBILEUSZ


 MÓJ SETNY WPIS



Tytuł: Czarnoksiężnik z Archipelagu
Seria: Ziemiomorze
Autor: Ursula K.Le Guin 
Tłumaczenie: Stanisław Barańczak
Ilość stron: 240
Data wydania: 2010-11-09 
ISBN: 978-83-7648-5-652

Tak, to już setny wpis na tym blogu. Aż trudno uwierzyć jak ten czas leci. Na tą specjalną okazję postanowiłam wybrać coś wyjątkowego. Książkę, której nie odważę się oceniać, bo to dzieło doskonałe. Mogę za to, z czystym sumieniem, pozachwycać się do woli.

W życiu każdego człowieka trafiają się chwile absolutnego zachwytu. Zachwytu doskonałego. Taki moment przeżyłam dawno, dawno temu, gdy po raz pierwszy czytałam „Czarnoksiężnika z Archipelagu” Ursuli Le Guin. Potem, przez długie lata, bałam się ponownie sięgnąć po ową książkę z obawy, by nie popsuć sobie tamtego wrażania. Wiecie, jak to bywa. Gdy po latach wracamy do książki (albo miejsca, albo filmu), która nas onegdaj zachwyciła, pojawia się rozczarowanie. Może więc lepiej pozostawić w spokoju lektury młodości? W końcu jednak uległam pokusie i pełna obaw zdjęłam z półki „Czarnoksiężnika z Archipelagu”. Już po kilku stronach z ulgą zrozumiałam, że były to obawy płonne. Powieść Le Guin nadal zachwyca. To książka, w której nie ma ani jednej zbędnej sceny, ani jednego zbędnego zdania. Co tam zdanie! Tam nie ma jednego zbędnego słowa. Do tego mistrzowski przekład Barańczaka. 

Dzisiejszy wpis jest wyjątkowo krótki, bo właściwie wszystko co mam do powiedzenia można wyrazić w dwóch słowach "prawdziwa uczta".

2 komentarze:

  1. I ja sprawdziłam, że ta miłość nie rdzewieje...
    akysz

    OdpowiedzUsuń