sobota, 23 kwietnia 2016

BALLADA O DROBNYM KARCIARZU


MORALITET XXI WIEKU


Tytuł: Ballada o drobnym karciarzu
Tytuł oryginału: The Ballad of a Small Player
Autor: Lawrence Osborne
Tłumacz: Anna Gralak
Wydawca: Znak Literanova
Data wydania: 2016
Liczba stron: 270
ISBN: 978-83-240-3615-8


Kiedyś musi być pierwszy raz. Dotyczy to także spotkań z twórczością tego czy innego pisarza. Kiedyś trzeba po raz pierwszy sięgnąć po dzieło, które wyszło spod jego pióra. A to zawsze ma w sobie element hazardu. Czy książka do mnie przemówi? Czy mnie zainteresuje? Czy czas poświęcony na lekturę nie okaże się czasem straconym? Takie wątpliwości towarzyszyły mi i tym razem, bo „Ballada o drobnym karciarzu” to moje pierwsze spotkanie z Lawrencem Osbornem.  Spotkanie pierwsze i od razu bardzo udane.

Ballada o drobnym karciarzu” wciągnęła mnie od pierwszej chwili, gdy wraz z głównym bohaterem zanurzyłam się w mistrzowsko przedstawiony świat. Świat kasyn i hazardu, świat nałogowych graczy, świat wyrzutków i frustratów. Świat ludzi szukających ucieczki, zapomnienia, emocji. Świat ludzi przesądnych, pozbawionych zasad, tonących w odmętach samooszukiwania i samousprawiedliwienia.  A wszystko to w egzotycznej scenerii Makau.

Akcję powieści można streścić krótko, bez zdradzania tego, co najważniejsze, a tym samym bez szkody dla potencjalnego Czytelnika. Jak to się mawia w dobie internetu "bez spojlerów". "Ballada o drobnym karciarzu" to opis kilku dni z życia Doyla, malwersanta, szukającego w Makau schronienia przed wymiarem sprawiedliwości. Gdy poznajemy naszego bohatera jest już nałogowym graczem.  Przesypia całe dnie, jego życie toczy się głównie w nocy, w kasynach, przy stole do bakarata. Trudno tu mówić o wyraźnej linii fabularnej. Nie ma żadnej zagadki, nie ma wielkiej przygody. Jest tylko Doyle i jego uzależnienie.

Bo „Ballada o drobnym karciarzu” to przede wszystkim studium nałogu. Studium wnikliwe i drobiazgowe.  Z kolejnych, krótkich  scen, niczym z fragmentów starannie przemyślanego kolażu, wyłania się obraz tyleż fascynujący co i przerażający. Obraz upadku. Obraz człowieka uzależnionego. Obraz człowieka  niszczącego  nie tylko siebie, ale i innych. Tych, którzy nieopatrzenie postanowili mu pomóc ciągnie ze sobą na dno. Nieuchronnie, konsekwentnie brnie ku tragicznemu finałowi, odrzucając kolejne szanse oferowane mu przez los. Człowieka, dla którego jest już za późno.

„Zawsze jest za późno na zmianę”  - mówi Osborne. I w rzeczy samej obserwując poczynania bohatera widzimy jak z zadziwiającą konsekwencją brnie ku samounicestwieniu.

Osborne po mistrzowsku kreśli portret psychologiczny głównego bohatera. Nie zawaham się nazwać tej powieści wiwisekcją hazardzisty. Kolejne sceny, niczym skalpel ukazują nam brutalnie wnętrze Doyle'a. To, co ukazuje się naszym oczom, nie jest bynajmniej przyjemne. Bez zbędnych opisów, bez rozbuchanych rozważań i wtrętów Osborne tworzy postać budzącą ogromne emocje. Co i rusz miałam ochotę wznieść nieprzystojny okrzyk „Doyle, jak możesz być takim dupkiem!”. I choć niespecjalnie lubimy tego bohatera, a wręcz nie lubimy go wcale, to jednak z ogromną niecierpliwością czytamy co będzie dalej.

Ballada o drobnym karciarzu” to wedle współczesnych standardów książka niezbyt długa. Liczy sobie nieco ponad 250 stron. Jednakże ta zwięzłość formy sprawia, że powieść jest tym bardziej poruszająca - nie ma w niej nic zbędnego. Każda scena czemuś służy, każda pozostaje na długo w naszej pamięci. Doprawdy, miła to odmiana, po rozdętych do nieprzyzwoitości opasłych tomiszczach, którymi ostatnio raczą nas bez opamiętania wydawcy. Polecam szczególnie miłośnikom ambitniejszych pozycji, szukających w książkach czegoś więcej niż tylko prosta historia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz