piątek, 31 stycznia 2014

TYLKO DLA AMATORÓW

IRYTUJĄCY BABSZTYL PROWADZI ŚLEDZTWO


Tytuł: Zabójcza ciekawość
Tytuł oryginału: Death on a Deadline
Autor: Christine Lynxwiler i inni
Tłumacz: Anna Karina Kosek
Wydawca: Rafael
Data wydania: 2010
Liczba stron: 302
ISBN: 978-83-7569-158-0


Bywa, że jedna osoba ma kiepski pomysł, ale żeby od razu trzy? Bo tylu autorów, a właściwie autorek ma książka.
Do sięgnięcia po „Zabójczą ciekawość” skłoniły mnie zapewnienia wydawcy, że oto mam przed sobą klasyczny kryminał, w starym, dobrym stylu. A klasyczne kryminały – ze wszystkimi ich wadami i uproszczeniami – są tym, co lubię najbardziej. Ani autorki, ani seria „Kryminał z Aniołem”, ani wydawnictwo „Rafael” nie były mi dotąd znane. Do lektury przystąpiłam więc niejako w ciemno, bez większych oczekiwań.
Początek był nawet obiecujący: zamiast zapijaczonych życiowych nieudaczników i „mhrrrrocznych” rozważań, którymi czytelników karmi się ostatnio do wypęku, dostajemy małe miasteczko z normalnymi ludźmi. Trochę się kłócą, trochę plotkują, pracują, chodzą do kościoła; jednym słowem są normalni. Z niecierpliwością czekamy na zagadkę i, trzeba przyznać autorom, ta pojawia się dość szybko. Co z tego, jeśli jest przedstawiona tak, że kompletnie mnie nie interesuje – nie znamy ofiary (wiemy tylko, że była kłótliwa), o jej (a właściwie jego) krewnych i znajomych mam bardzo powierzchowne pojęcie, nie wiemy zbyt wiele o jego życiu. Jak tu snuć własne domysły i dywagacje? Zgodnie z zamysłem fabularnym, czytelnik powinien zaangażować się emocjonalnie w śledztwo nie tylko ze względu na zagadkę, ale także z powodu głównego podejrzanego oskarżonego niesłusznie (bo jakże by inaczej) o popełnienie zbrodni. Lecz jak mam się zaangażować emocjonalnie w problemy kogoś, o kim wiem tylko że ma na imię Zac i jest siostrzeńcem bohaterki? To trochę za mało.
Ale może wciągnie nas śledztwo, prowadzone przez główną bohaterkę? Szczerze mówiąc też nie bardzo. Może dlatego, że należy ona do kategorii osób, których szczerze nie lubię – baba z gatunku co to zawsze wie lepiej. Żeby było jasne – lubię gdy bohaterka literacka jest osobą zdecydowaną, ma własne zdanie i cel, do którego dąży. Ale nasza „pani detektyw” jest po prostu irytująca. Do tego sposób prowadzenia śledztwa sprawia, że ręce opadają – nie widzimy żadnego logicznego poszukiwania rozwiązania, a jedynie dość żałosny chaos.

Więc może chociaż suspens? Zgodnie z zasadami kryminału, większość tropów okazuje się błędna, tyle tylko, że morderca… nie mimo wszystko nie zdradzę kto nim jest, w końcu sam przyznaje się do winy tłumacząc w długim monologu co i jak. To nie jest to, czego oczekują miłośnicy kryminałów. Chcemy inteligentnego śledztwa, przebłysku geniuszu, a nie wykładu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz