niedziela, 26 października 2014

MOJA PRZYGODA Z WAMPRAMI

WAMPIR W MOSKWIE


Tytuł: Empire V
Tytuł orygianłu:  Ампир „В”
Autor: Wiktor Pielewin
Tłumaczernie: Ewa Rojewska-Olejarczuk
Wydawca: WAB
Data wydania: 2008
Liczba stron: 346
ISBN: 978-837414-395-0

Szybciej bym się spodziewała… Właściwie wszystkiego bym się szybciej spodziewała niż tego, że z własnej woli sięgnę po książkę o wampirach! Gdyby do tego ktoś jeszcze powiedział, że książka ta mi się spodoba, co najwyżej popukałabym się w głowę. A jednak nie na darmo James Bond mawiał „nigdy nie mów nigdy”. Jak do tego doszło? Ano któregoś dnia uświadomiłam sobie, że jednym z wiodących rosyjskich autorów jest Wiktor Pielewin, a ja nie czytałam ani jednej jego książki. „Empire V” wybrałam w sumie przypadkowo. O stopniu mojej niewiedzy niech świadczy fakt, że zawarte w tytule „V” potraktowałam jako piątkę rzymską. Dopiero tytuł oryginału „Ампир «В»” uświadomił mi, z czym mam do czynienia. W szczególności, że „V” to aluzja do vampire. Gdy to odkryłam, jakoś ochota na lekturę mi sklęsła, ale jak mawiają Rosjanie „kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana”. Zaryzykowałam więc. I nie żałuję.
Powieść Pielewina uwiodła mnie niemalże od pierwszej strony. Spędziłam nad nią kilka kolejnych wieczorów, bo, uwaga!, „Empire V” nie można czytać szybko. To znaczy, technicznie, oczywiście można, ale byłoby to bluźnierstwo na miarę wypicia jednym haustem lampki koniaku. „Empire V” należy smakować, słowo po słowie, zdanie po zdaniu.
Fabuła powieści jest dość prosta. Nieudczanik Roman Aleksandrowicz Sztorkin (dla przyjaciół Roma) pewnego dnia zostaje wampirem. Dostaje nowe życie i nowe imię – Rama. Powoli poznaje nowy świat, z nowej perspektywy spogląda na ludzi, na ich życie i obyczaje. Oczywiście, jest i piękna, młoda wampirzyca i intrygi, jest zaskakujące zakończenie, ale wszystko to tylko pretekst. I tak oto dochodzimy do sedna. Dla Pielewina fabuła (dość zresztą mizernie rozwinięta) jest tylko pretekstem do rozważań nad kondycją współczesnego społeczeństwa. Z niesamowitym, przewrotnym, poczuciem humoru wytyka wszystkie wady współczesnego człowieka, wskazuje bezsens naszych zachowań, wyśmiewa fałszywe wartości. Prawdziwa uczta dla miłośników humoru abstrakcyjnego. Całość okraszano mnóstwem półsłowek, nawiązań i podtekstów. Momentami prawie słychać chichot Pielewina - erudyty. Zapowiedzią takiej zabawy z czytelnikiem jest bardzo czytelna aluzja (przynajmniej dla osób w wieku średnim i starszych) zawarta w podtytule „Opowieść o prawdziwym nadczłowieku”. Mniej obytym z literaturą radziecką już wyjaśniam  o co chodzi, a pozostałych przepraszam, jeśli piszę oczywistości. Rzeczony podtytuł nawiązuje do znanej, jak byśmy dzisiaj powiedzieli „kultowej” powieści radzieckiej „Opowieść o prawdziwym człowieku” autorstwa Borysa Polewoja, wydanej po raz pierwszy bodajże w roku 1946. Kto czytał ten wie, kto nie czytał – czytać nie musi, szczegóły z pewnością znajdzie na Wikipedii.
Muszę jednak lojalnie uprzedzić, że powieść Pielewina nie jest pozycją stricte rozrywkową. Przesłanie, choć podane w żartobliwej formie, jest dość przygnębiające. „Empire V” bywa też momentami nużące. Kolejne strony, zapełnione rozbudowanymi rozważaniami potrafią zmęczyć. Lektura była satysfakcjonująca, ale po jej zakończeniu, oprócz dużego, czytelniczego zadowolenia pozostała mi także chęć na coś zdecydowanie lżejszego. Tak więc kończę pisać i idę popatrzeć cóż tam nowego czeka na mnie na półeczce „literatura rozrywkowa”.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz