sobota, 4 października 2014

POWRÓT PO DŁUŻSZEJ NIEOBECNOŚCI

ŚREDNIOWIECZE Z PARKU DISNEYA

Tytuł: Sekrety kobiet złotnika
Autor: Jeanne Bourin
Tłumaczenie: Anna Michalska
Data wydania: 2014-06-20
Wydawca: Noir Sur Blanc
ISBN:  978-83-7392-433-8
Stron: 478

Lubię książki historyczne. Praktycznie wszystkie, bez względu na podgatunek: romanse, przygodowe, kryminalne. Przy czym, jak już wielokrotnie wspominałam, historia kończy się dla mnie gdzieś w okolicach bitwy pod Azaincourt, dalej zaczyna się nudna współczesność. Jedyny wyjątek robię dla Henryka VIII i jego licznych żon. Gdy więc w oko wpadł mi opis zaczynający się od słów „Jest rok 1246…” zaczęłam węszyć niczym pies na polowaniu. Gdy do tego dowiedziałam się, że autorka jest z wykształcenia historykiem, a z pod jej pióra (a może klawiatury?) wyszła pokaźna liczba powieści osadzonych w realiach średniowiecza,
zaśliniłam się niczym pies Pawłowa. „Muszę to mieć!” – pomyślałam, nieświadomie cytując wyświechtany slogan reklamowy. Zdobyłam, zobaczyłam, zwyciężyłam. Tak, zwyciężyłam, bo fakt, żem nie rzuciła książki w kąt, jenom dobrnęła do końca, uważam za małe, osobiste zwycięstwo.
Teraz, wspominając czas spędzony z „Sekretami kobiet złotnika” francuskiej pisarki Jeanne Bourin, widzę, że mogłabym go podzielić na kilka etapów. Pierwszy – nadzieja i radość towarzyszące oczekiwaniu na fajną opowieść. Drugi – „ło matko, co to jest!”. Trzeci – „może się jeszcze rozkręci”. Czwarty – „w końcu daje radę”. Piąty – „skończyłam, nie żałuję, ale tęsknić nie będę”.
Przejdźmy do szczegółów. Tym, co od samego początku uderzyło mnie (in minus) to drewniany język, szczególnie zgrzytający w dialogach. Nie znam, niestety, języka Moliera, trudno mi więc orzec, czy to wina oryginału, czy tłumaczenia. Gramatycznie i ortograficznie wszystko w porządku. Ale styl! „Nic mi nie wiadomo o tym fakcie” – tymi słowy świeżo poślubiony małżonek reaguje na wiadomość, że bandyci próbowali porwać i zgwałcić jego żonę. Trudno nazwać tę wypowiedź spontaniczną. Albo emocjonalną.
A jeśli już o gwałceniu mowa. Cała książka kręci się wyłącznie wokół spraw męsko-damskich. Nie, nie! Nie jest to średniowieczny odpowiednik „50 twarzy Greya”. Nie w tym rzecz. Na kartach „Sekretów kobiet złotnika" nie znajdziecie pikantnych opisów. To i owo owszem, pokazano, ale dyskretnie i z umiarem. Kłopot w tym, że wszystkie postaci – kobiety i mężczyźni, starzy i młodzi – mają tylko jedną motywację. Co nią jest? Tak, zgadliście! Seks, ewentualnie jego brak. Rozumiem, że jest to bardzo ważny element życia, ale, na Boga!, nie jedyny. Na poczekaniu przychodzi mi do głowy kilka innych: żądza władzy, chciwość, fanatyzm, czy z bardziej pozytywnych: patriotyzm, poczucie honoru, ambicja. Świat nie kończy się na łóżku!
Popatrzmy jednak na ówże świat, świat stworzony przez pisarkę-historyka. Dziwny jest, bardzo dziwny. Z jednej strony daje się wyczuć dogłębna znajomość obyczajów. Widać ją w opisach strojów, obchodów świąt czy serwowanych potraw, ale z drugiej strony tak średniowiecze mógłby sobie wyobrazić scenarzysta w studiu Disneya. Wszyscy są czyściutcy, doprasowani, pachnący niczym w reklamie proszku do pranie. Jeśli nawet gdzieś trafi się błoto, to tylko po to, by bohaterka z gracją mogła je ominąć. Ech… nawet w XXI nie jesteśmy aż tak sterylni. Zapomniałam dodać, że świat powieści zamieszkują głównie piękni i bogaci (jedna sierota wiosny nie czyni), aczkolwiek nie zawsze młodzi i nie zawsze szczęśliwi.
Po tych wszystkich narzekaniach rodzi się pytanie: po co w takim razie czytałam do końca, po co brnęłam w znoju przez ponad czterysta pięćdziesiąt stron?
Początkowo, głównie z braku alternatywnej lektury (zaczęłam czytać podczas wyjazdu), a potem… potem polubiłam postaci, pogodziłam się z cukierkową konwencją i nawet się nie obejrzałam jak zaczęłam mnie dręczyć odwieczne „co dalej”. A gdy przewróciłam ostatnią kartkę, cóż – nie żałowałam czasu poświęconego „Sekretem kobiet złotnika”, ale wiem, że wracać do tej pozycji raczej nie będę. Jak dla mnie rzecz raczej jednorazowa. Chociaż kto wie? Nigdy nie mów nigdy!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz