sobota, 7 czerwca 2014

MNIEJ UDANE DZIEŁO KLASYKA GATUNKU

MEANDRY PRAWA (AMERYKAŃSKIEGO)


Okładka John Grisham  "Kancelaria"
Autor:John Grisham
Tytuł: Kancelaria
Tytuł oryginału: The Litigators
Tłumacz: Krzysztof Obłucki
Wydawca: Albatros
Data wydania: 09-05-2012
Stron: 510
ISBN:  78-83-7659-632-7

Czy można napisać trzysta stron książki praktycznie bez akcji? Oczywiście, że można. Czy można napisać to tak, by czytelnik nie rzucił powieścią w kąt? Można, ale do tego trzeba być Johnem Grishamem.
Opowieść o książce „Kancelaria” nie bez przyczyny rozpoczęłam od pytań. I nie są, wbrew pozorom, pytania retoryczne. Taka jest właśnie najnowsza powieść mistrza thrillera prawniczego. Początkowe trzy czwarte "Kancelarii" w zasadzie pozbawione jest akcji. Autor sięga do swego ulubionego motywu, który tyle razy się sprawdził – mała, nic nieznacząca kancelaria prawnicza wytacza proces gigantycznemu, bezdusznemu koncernowi. Znacie? Znamy! To posłuchajcie. Tym razem jednak Grisham wprowadza ciekawą modyfikację – nie mamy ofiary, której praw dzielnie broni nasz bohater. Co więc mamy? Z jednej strony nieludzki koncern farmaceutyczny nastawiony na maksymalizację zysków i związanych z nim, bajecznie opłacanych prawników, z drugiej strony adwokatów-nieudczaników, cynicznie wykorzystujących absurdy amerykańskiego prawa. Nie ma w nich nic z Robin Hooda. Są takimi samymi hienami żerującymi na ludzkim nieszczęściu, tyle tylko, że natura dała im nieco mniej ostro zęby, przez co odgryzają mniejsze kąski. Jednym słowem obserwujemy starcie dwóch równie obrzydliwych stworów miotających się w labiryncie odrażających kruczków prawnych: naciąganych zeznań, przekupnych ekspertów, gry na emocjach przysięgłych. Z czasem gra robi się wciągająca. W zasadzie obu stronom życzymy przegranej, stąd i ciekawość jak to się wszystko skończy.
Ostatnim sprawiedliwym w tym kłębowisku żmij jest David Zinc, absolwent Harvardu. Pewnego dnia przeżywa załamanie nerwowe, rzuca pracę w prestiżowej kancelarii i zaczyna nowe życie. Jak rozumiem, czytelnik powinien polubić Davida. I pewnie niejeden rzeczywiście polubi. Ja, niestety, tej postaci nie kupiłam. O ile początkowo nawet wzbudził moją sympatię, a tyle z czasem stał się zwyczajnie nieznośny – przesłodzony i altruistyczny niczym z czytanki dla pierwszoklasistów.
Gdzieś w trzech czwartych książki, gdy czytelnik powoli zaczyna mieć dość – ile w końcu można czytać o amerykańskich procedurach sądowych – pojawia się akcja. Niestety, rachityczna niczym drzewko na pustyni i przewidywalna niczym obietnice wyborcze. A już finał, w którym David, wzorem obrońców wdów i sierot, oooops… - w tym przypadku wdowy i sieroty zastąpili niewydarzeni prawnicy, wykazuje się altruizmem rodem z opowiastek umoralniających plus mocno nachalny happy end spowodowały u mnie lekki opad szczęki. Mistrzu, dlaczego Mistrz mi to zrobił?
Przy wszystkich swych wadach, ma „Kancelaria” także szereg niezaprzeczalnych zalet. Płynny, wartki język, dzięki któremu nawet przydługie opisy, jakoś tak niepostrzeżenie „same wchodzą”, a stron ubywa w zadziwiającym tempie. Styl Grishama – przynajmniej w tej książce – nie jest wyszukany, ale w tym przypadku prostota formy wychodzi całości na dobre. Pasuje dobrze do dość prostej historii. Wysublimowany język byłby tu nie na miejscu, wręcz raziłby śmiesznością. Dobrze, że autor nie wpadł w tę pułapkę. Lekturę uprzyjemnia dodatkowo spora doza humoru rozsianego równomiernie na kartach powieści. Jest go akurat tyle ile trzeba – wystarczająco dużo, by ożywić opowieść, lecz na tyle mało, by nie zamienić jej w farsę.
Podsumowując. „Kancelaria” z pewnością nie zalicza się do najwybitniejszych dzieł Grishama. Można ją bez większego bólu przeczytać, ale i bez większego żalu pominąć.

Opinia zgłoszona do wyzwania: Czytamy literaturę amerykańską
Opinia zgłoszona do wyzwania: Klucznik

3 komentarze:

  1. "Przy wszystkich swych wadach, ma „Kancelaria” także szereg niezaprzeczalnych wad."

    Wada wadę wadą pogania! Ot, co.

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo dziękuję za zwrócenie uwagi. Już poprawiłam. Wczorajsze upały znacznie osłabiły moją czujność :)
    Miłego dnia!

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo mnie zaintrygowałaś, aż chciałabym przeczytać o tym, kto z nich wygra.

    OdpowiedzUsuń