poniedziałek, 16 czerwca 2014

TEATR NIEKOMERCYJNY

KRAKOWSKA NOC TEATRÓW


Teatr Bez Rzędów
Tytuł: Umarł Król, niech żyje knur!
Reżyseria: Lech Walicki
Występują :
Dominika Zielińska
Michał Dylowski
dam Godlewski
Jakub Sochacki
Łukasz Pracki
Lech Walicki
Scenografia: Kamila Grzybowska-Sosnowska
Muzyka: Joaquin Rodrigo

„Teatr Bez Rzędów” to scena niezwykła. W roku 2008 Lech Walicki, na co dzień aktor krakowskiej „Groteski”, stanął przed dylematem co robić podczas przerwy wakacyjnej. Będąc artystą z powołania, czas spędzony poza sceną uważał za stracony. Postanowił coś z tym zrobić. Pomyślał, pokombinował i założył nieformalną grupę, do której zaprosił młodych, profesjonalnych aktorów. Razem stworzyli teatr.
Sami sobie są sterem, żeglarzem, okrętem, mogą więc grać co chcą i jak chcą. Co prawda nic za darmo. Ceną za niezależność są spartańskie warunki – teatr działa w starej kamienicy, w przystosowanym za pieniądze samych artystów niewielkim mieszkaniu. Stan techniczny budynku pozostawiani nieco do życzenia, ale ciepła atmosfera wynagradza gościom drobne niedogodności. Przed spektaklem w foyer (no, dobrze, w przerobionym przedpokoju) czeka na gości samowar z herbatą, po spektaklu można wypić kolejną filiżankę i pogwarzyć z aktorami, reżyserem lub innymi widzami.
No dobrze, herbata herbatą, ale co ze spektaklami? Wszak herbatę można wypić w domu, albo w kawiarni. Do teatru chodzimy obcować ze sztuką! (Kiedyś chodziło się też zaprezentować nową suknię, ale te czasy minęły bezpowrotnie).
Walicki – spirytus movens całego przedsięwzięcia, ma określoną wizję artystyczną. Wie, że nie przebije teatrów państwowych i komercyjnych, ani rozmachem, ani znanymi nazwiskami, stawia więc na co innego: profesjonalizm, świeże spojrzenie i ciekawą interpretację.
„Umarł Król, niech żyje knur” to spektakl inspirowany farsą „Król  Mięsopust” J.M. Rymkiewicza. Proszę zwrócić uwagę na słowo „inspirowany”. Nie pierwszy raz Walicki bierze znany test i przetwarza go po swojemu dopasowując do możliwości i profilu teatru. Podobnie potraktował teksty Fredry czy Woody Allena. Trzeba przyznać, że robi to świetnie. Dzięki temu zabiegowi znane sztuki otrzymują nowe życie. Reżyser nie zmienia znaczenia sztuki, nie odczytuje jej na nowo lecz robi coś znacznie ciekawszego – uwypukla elementy ważne lecz bagatelizowane przez dotychczasowe interpretacje. I tak, na przykład, sztuka Rymkiewicza, prezentowana zazwyczaj jako opowieść o dwoistości ludzkiej natury,   o szukaniu siebie i swego miejsca na ziemi, staje się u Walickiego historią człowieka zdemoralizowanego przez władzę, która niejako przypadkiem wpadła mu w ręce.
Ciekawym zabiegiem inscenizacyjnym jest połączenie żywych aktorów i pacynek. Nawiązanie do jarmarcznego teatru sprawia, że stylizowany na „klasykę” tekst i rubaszny chwilami dowcip Rymkiewicza nie razi. Forma i treść stanowią spójną, idealnie dopracowaną całość.
Bardzo dobrze poprowadzono też przejście od farsy do tragedii. Wybuchy śmiechu rozbrzmiewające na widowni przez znaczną część spektaklu, pod koniec cichną, ustępując miejsca refleksji. Reżyserowi udało się to, co szczególnie sobie cenię w spektaklach. Po wyjściu z teatru widz nadal myśli o przedstawieniu, a im więcej myśli, tym więcej niuansów wyłania się z pamięci, tym więcej problemów porusza sumienie.
Zarówno krakowiaków jak i gości Grodu Kraka gorąco zachęcam do odwiedzenia „Teatru Bez Rzędów”.

1 komentarz:

  1. Do teatru niestety nie chodzę, więc taki spektakl nie dla mnie...

    W wolnej chwili zapraszam do siebie

    OdpowiedzUsuń