poniedziałek, 2 czerwca 2014

PARA W RUCH

CZTERDZIESTA JUŻ OPOWIEŚĆ ZE ŚWIATA DYSKU


Terry Pratchett "Para w ruch" - okładka
Autor: Terry Pratchett
Tytuł oryginału:Raising Steam
Tłumacz: Piotr W. Cholewa
Wydawca: Prószyński i S-ka
Stron: 336
Data wydania: 29-04-2013
ISBN: 978-83-7839-751-9
Nie tak dawno, gdy dzieliłam się wrażeniami z lektury "Spryciarza z Londynu" pisałam o tym, jak zagorzałym jestem fanem Pratchetta. Nic więc dziwnego, że na kolejną powieść ze Świata Dysku czekałam z niecierpliwością od dawna. Niestety, nie wiem, czy to ja się zestarzałam i coraz trudniej mnie zaskoczyć i zadziwić (no cóż, z wiekiem coraz częściej przekonujemy się, że „wszystko już było” i to nie raz), czy też Autorowi przybywa lat a ubywa finezji, ale od pewnego czasu czytając kolejne opowieści z tego uniwersum zauważam, wyraźniejszą z każdym tomem, tendencję spadkową. A może po prostu czterdzieści części (tak, tak, „Para w ruch” to już czterdziesta opowieść ze świata dysku) to za dużo nawet dla geniusza. Może mistrz się wypalił, a pomysł zużył?
Żeby było jasne – Pratchett jest mistrzem tej klasy, że nawet schodząc w dół, długo jeszcze będzie znacznie powyżej średniej, szczególnie, że w literaturze fantastycznej średnia ostatnimi czasy boleśnie się zaniża. Nie chcę przez to powiedzieć, że nie ma książek dobrych. Oczywiście, że są. Ba! Trafiają się nawet pozycje wybitne, ale jednocześnie boleśnie rośnie ilość chłamu, a przecież wiadomo jak działa średnia.
Oj, jak zwykle dałam się ponieść dygresji. Wróćmy do Pratchetta i jego najnowszej powieści „Para w ruch”. Nie będę owijać w bawełnę i zacznę od odpowiedzi na proste pytanie: dlaczego najnowsze dzieło Mistrza rozczarowało mnie. 
Tym, co mnie onegdaj urzekło w twórczości Pratchetta, była niesamowita lekkość, ironia, poczucie humoru i mistrzowskiego opanowanie sztuki niedopowiedzenia. Autor w cudowny sposób zacierał różnice między tym co realne, a tym co baśniowe. Pełen magii świat dysku był subtelną alegorią otaczającej nas rzeczywistości. Niestety, do Ankh-Morpork dotarła rewolucja techniczna, miasto wkroczyło w wiek pary, przeganiając magię. Co gorsza, magia wyparowała też ze stron powieści – może jeszcze nie całkiem, może jeszcze tu i tam się pojawia, ale są to już ostatnie bastiony, które lada chwila padną pod naporem racjonalizmu. Kiedyś magia rządziła Światem Dysku, a nauka i technika tylko nieśmiało wyglądały zza węgła, teraz dzieje się dokładnie odwrotnie. Opisywany świat jest do bólu dosłowny i toporny.
Jedźmy dalej. Humor. Kolejna broń Pratchetta. Z każdym tomem jest go coraz mniej. Nie wiem, ile razy uśmiechnęłam się podczas lektury „Pary w ruch”. Dwa, może trzy? Nie chodzi mi tutaj o śmiech typu „boki zrywać” – tego nigdy nie było, ale o uśmiech spontanicznie pojawiający się na twarzy po odkryciu kolejnej perełki: żartu słownego, aluzji, zabawy słowem, ironii, czy zawoalowanego szyderstwa. Humoru jest w nowej powieści jak na lekarstwo, a do tego jest on niczym lekarstwo gorzki.
Nie ratują sytuacji postaci. Choć na kartach „Pary w ruch” spotykamy dobrze znanych bohaterów: jest Vimes, jest Vetinari, jest Moist, są Colon i Nobby, ale w przeciwieństwie do poprzednich tomów stracili to „coś”, pazur, który czynił ich niepowtarzalnymi. Lubimy ich, ale głównie dlatego, że już wcześniej zaskarbili sobie naszą sympatię. W końcu trzydzieści dziewięć części to dość, by się z postaciami zaprzyjaźnić. Niestety, czytelnik, który zacznie przygodę ze „Światem Dysku” od „Pary w ruch” takiego handicapu bohaterom nie da.
Ogromną wartością dodaną książek Pratchetta, było zawsze przesłanie. Pod płaszczykiem uciesznej opowiastki autor opowiadał o tolerancji, akceptacji, polityce, miłości, honorze, uczciwości, lojalności, oddaniu sprawie. Tym razem też tak jest, ale… zabrakło owego „płaszczyka”. Przez zbytnią dosłowność rzecz wali dydaktyzmem niczym obuchem po głowie.
I tak, z żalem konstatuję, że "Para w ruch" nie jest dziełem wybitnym. Miłośnicy Pratchetta mogą spokojnie po nią sięgnąć, ale zaczynać przygody ze Światem Dysku od tej akurat pozycji nie radzę.


Opinia zgłoszona do wyzwania: Klucznik

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz