środa, 13 stycznia 2016

POSKROMIENIE KRÓLOWEJ

O POŻYTKACH PŁYNĄCYCH ZE SPÓŹNIENIA SAMOLOTU


Tytuł: The Taming of The Queen
Autor: Philippa Gregory
Wydawca: Simon & Schuster
Data wydania: 2015
Liczba stron: 438
ISBN: 978-1-47113-298-8

Każdy, kto miał (nie)przyjemność przemieszczania się z miejsca na miejsce samolotem wie, że podróż składa się zazwyczaj z długich okresów oczekiwania i krótkich okresów przelotów.  Znudzony i zblazowany podróżny włóczy się po lotnisku niczym zbłąkany pies, z desperacją zaglądając do kolejnych sklepów. A sprzedawcy zacierają ręce. Wiadomo, prędzej czy później taki desperat coś kupi. Cóż, okazałam się pod tym względem mało oryginalna. Uległam pokusie, tym bardziej, że na półce czyhała nowość jednej z mych ulubionych autorek – Philippy Gregory.  I tak oto drogą kupna (nie chcecie wiedzieć ile mnie ta przyjemność kosztowała!) nabyłam powieść „The Taming of The Queen”, czyli „Poskromienie królowej”. Tytuł polski jest oczywiście roboczy – nie mam pojęcia na jakie tłumaczenie zdecyduje się polski wydawca, jestem jednak dobrej myśli, bo na wydaniach Książnicy (to oni konsekwentnie od kilku lat wydają prozę Gregory) nigdy się nie zawiodłam.
A teraz do rzeczy. „The Taming of The Queen” to powieść  z cyklu tudorowskiego, opowiadająca o ostatniej żonie Henryka VIII, Katarzynie Parr. Doprawdy interesujące, że tej kobiecie poświęcono tak mało uwagi w literaturze i filmie. Rozumiem, oczywiście, że w porównaniu z Anną Boleyn wypada blado, nie znaczy to jednak, że nie była postacią ciekawą. Pomyślcie tylko ile sprytu, wyczucia politycznego, nieustannej uwagi, ważenia każdego słowa, każdego ruchu trzeba było by przetrwać na dworze tyrana, jakim w ostatnich latach życia był Henryk VIII.  Na tym też koncentruje się autorka.  Na kobiecie, która potrafiła przeżyć w skrajnie nieprzyjaznym, pełnym pułapek świecie. Na zawiłościach dworskiej egzystencji, na meandrach życia ludzi z najbliższego otoczenia władcy. Co i rusz trafiamy na nowe intrygi, zmowy, formowanie się i rozpadanie sojuszy. Oglądamy przedziwny dworski kontredans, na czele którego stoi zmienny niczym marcowa pogoda król. Umiejętność przewidzenia skąd jutro zawieje wiatr, to sprawa życia śmierci. Dosłownie życia i śmierci. Uwielbiam takie opowieści. Muszę przyznać, że „knujstwa” i kulisy polityki interesują mnie znacznie bardziej niż wojny i bitwy, bez względu na to, czy chodzi o historię odległą czy współczesną.
Akcja  „The Taming of The Queen”  rozgrywa się na przestrzeni około czterech lat – od późnej wiosny roku 1543 do stycznia  1547, czyli od chwili oświadczyn  po dzień śmierci Henryka.  O tym, co było przedtem i co było potem dowiadujemy się  niewiele. Oczywiście, tego i owego można się domyśleć, to i owo powraca we wspomnieniach bohaterki, lecz jest tego niewiele.  I dobrze. Te cztery lata są tak przepełnione działaniem i emocjami, że treści jest aż nadto na jedną powieść. 
Choć twórczość Gregory zaliczana jest do kategorii „romans historyczny”, tym razem wątek miłosny jest dość szczątkowy.  Kobieta poślubiona odstręczającemu starcowi  - pod koniec życia Henryk był wszak chorobliwie otyły, a wrzód na nodze roztaczał odrażający odór – musi zdusić w sobie uczucie, które żywi do innego mężczyzny.  Obdarzona żywym umysłem, coraz więcej czasu poświęca księgom i dysputom teologicznym, pisze,  a nawet publikuje, czym niewątpliwie budzi podziw i szacunek czytelnika, choć, muszę przyznać, że dwa czy trzy razy, nieco przydługie rozważania nieco mnie znużyły.
Czym „The Taming of The Queen” wyróżnia się spośród pozostałych pozycji autorstwa Gregory? Prawdę mówiąc, niczym. Ma wszystkie wady i zalety poprzednich książek tej pisarki. Ten, kto lubi twórczość Philippy Gregory z pewnością się nie zawiedzie, a kto jej nie lubi, raczej nie zmieni zdania dzięki tej powieści.

Post Scriptum
Na blogu pisałam wcześniej o pewniej, dość nietypowej powieści Gregory. Zainteresowani mogą zajrzeć tutaj klik.

7 komentarzy:

  1. Bardzo ciekawa recenzja okładka też przepiękna :) pozdrawiam http://wiktoriaczytarazemzwami.blog.pl/

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak, niby książki nie należy sądzić po okładce, ale powiedzmy szczerze, czasem trudno się oprzeć :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Na pewno nie dla mnie.

    Pozdrawiam,
    http://tylkomagiaslowa.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. To oszczędziłam Ci czasu na czytanie czegoś, co nie jest dla Ciebie ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetna recenzja :D Niestety książka chyba nie jest dla mnie

    OdpowiedzUsuń
  6. Dziękuję za miłe słowa o recenzji. Książka, w rzeczy samej, specyficzna.

    OdpowiedzUsuń
  7. Nigdy nie czytałam nic Gregory, bo to jakoś nie do końca moje klimaty, ale ciekawie o niej napisałaś. Fajnie, że znowu jesteś na blogu.

    OdpowiedzUsuń