niedziela, 4 maja 2014

O TYM, CO PRZECZYTAŁAM W MAJOWY WEEKEND

SENSACJA ZE WSCHODU


Tytuł: Antykiler
Tytuł oryginału: Антикиллер
Autor: Danił Korecki
Tłumacz: Danuta Blank
Wydawca: Feeria
Data wydania: 2014-03-05 
Liczba stron: 650
ISBN:  978-83-7229-371-8 

Wspominałam już wcześniej, że książki sensacyjne nie należą do moich ulubionych lektur. Oczywiście, zdarzają się wyjątki. Wyjątkiem takim, rzekłabym bardzo „wyjątkowym wyjątkiem”,  jest „Antykiler” Daniła Koreckiego. Książka trafiła do mnie całkiem przypadkiem – wygrałam ją w konkursie internetowym. Gdyby nie to, nigdy w życiu nie przyszłoby mi do głowy sięgnąć po opasłe tomiszcze z wizerunkiem snajpera na okładce. I tak oto, szczęśliwym zrządzeniem losu, dostałam do rąk pozycję, która z pewnością będzie należała do najlepszych powieści, jakie poznałam w tym roku (mimo że mamy dopiero początek maja). „Antykilera” przeczytałam niemalże jednym tchem, nie zauważając upływu czasu. Dzięki temu, nawet kiepska pogoda w długi majowy weekend nie bardzo mnie martwiała. Właściwie, to nawet ucieszyła – miałam pretekst, by zamiast wychodzić z domu „dla zdrowia”, leżeć pod kocykiem, pić gorącą herbatę (z nutką pomarańczy) i delektować się lekturą.
Książka Daniła Koreckiego, zawiera wszystko to, co musi mieć powieść sensacyjna, żeby „się sprzedawała”: mamy przemoc, seks, politykę (w różnych konfiguracjach), ale ma jeszcze coś – fabułę i to nie fabułę pretekstową, ale fabułę z prawdziwego zdarzenia, której podporządkowano wszystkie środki artystyczne. Rzeczone przemoc i seks pojawiają się wtedy, i tylko wtedy, gdy rzeczywiście są potrzebne, czy to dla wzmożenia wyrazistości opowieści, czy to dla lepszego nakreślenia postaci. A postaci mamy mnóstwo. Różnych. Tych dobrych i tych złych, gdyż akcja dzieje się równolegle w dwóch środowiskach: wśród mafii fikcyjnego miasta Tichodonska (pierwowzorem był położony w południowej Rosji Rostów na Donem) i wśród służb bezpieczeństwa wszelkiej maści - na brak takowych Rosjanie nie mogą narzeka, choć ich skuteczność i, co tu ukrywać, uczciwość bywa niekiedy mocno dyskusyjna. 
Sylwetki bohaterów autor buduje  po mistrzowsku. Zamiast walić czytelnika po głowie tasiemcowymi opisami, pozwala stopniowo zagłębiać się w świat książki, odkrywać jasne i ciemne strony kolejnych postaci. Jeśli coś można zarzucić w tej materii autorowi, to może tylko nadmierną omnipotencję tytułowego Antykilera. Ale to chyba ułomność większości książek sensacyjnych, nie wyłączając dzieł amerykańskich klasyków gatunku.
Tam, gdzie mamy mnogość postaci można spodziewać się i różnorodności akcji. Tak właśnie jest w „Antykilerze”.  Kolejne wątki wrzucają nas w wir pasjonujących, pozornie nie związanych ze sobą wydarzeń. Jednak dość szybko i zgrabnie wszystko łączy się w całość i prowadzi do nieuchronnego końca. I tu Koreckiemu udała się rzecz wręcz niesamowita. Już czas jakiś temu zauważyłam, skądinąd pewnie niezbyt odkrywczo, że gdy fabuła składa się z kilku wątków, tylko część z nich jest interesująca. Czytając tak skonstruowaną książkę często łapię się na tym, że dokładnie czytam jedynie wybrane fragmenty, a inne tylko przerzucam. Badanie przeprowadzane na niezbyt reprezentatywnej próbce (podpytałam kilku znajomych płci obojga) wykazało, że nie tylko ja tak mam, choć – co oczywiste – różne osoby uznają różne wątki za interesujące. W wypadku „Antykilera” stał się cud - całą książkę przestudiowałam z jednakową uwagą. Od pierwszej do ostatniej strony. Słowo daję!
I jeszcze jedna zaleta powieści, o której nie sposób nie wspomnieć. Świat opisany przez Koreckiego jest tyleż barwny, co wiarygodny. Być może tu i ówdzie nieco przerysowany, momentami zaskakujący, ale wiarygodny. A gdy przewróciłam ostatnią stronę, z odmętów pamięci głębokich niczym rów Mariański wypłynął fragment wiersza „Умом Россию не понять”*). I to chyba najlepsze podsumowanie „Antykilera”.

PS. Danił Korecki napisał „Antykilera” w roku 1995. W latach 1998, 2009, 2012 powstały kolejne tomy. Nie wiem, czy starczy mi cierpliwości by czekać na polskie tłumaczenie. Chyba skuszę się na oryginały. Aczkolwiek, z drugiej strony, trochę się boję, czy dalsze części dorównują pierwszej. Różnie to bywa.

*) „Rozumem Rosji nie pojmiesz” – fragment czterowiersza Fiodora Iwanowicza Tiutczewa, w moim, bardzo nieporadnym tłumaczeniu.

Moja ocena: 10/10

Książka zgłoszona do wyzwania:  Z literą w tle

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz