piątek, 23 maja 2014

INWESTYGATOR JEGO KRÓLEWSKIEJ MOŚCI

PRZYGODY KRÓLEWSKIEGO INWESTYGATORA


Okładka - Kacper Ryx
Tytuł: Kacper Ryx
Autor: Mariusz Wollny
Wydawnictwo: Znak
Data wydania: 2007
ISBN: 978-83-75-15014-8
Liczba stron: 584

Książkę Mariusza Wollengo „Kacper Ryx” polecono mi jako kryminał historyczny. Teraz, gdy już powieść przeczytałam, odnoszę wrażenie, że było to określenie mocno nieprecyzyjne. Jest bowiem „Kacper Ryx” przede wszystkim powieścią historyczną z mocno rozbudowanym wątkiem kryminalnym. Mam na myśli głównie proporcje i rozłożenie akcentów, ale nie tylko.
Dlaczego sprzeciwiam się nazwaniu książki „kryminałem”? Po pierwsze, ze względu na kompozycję. W klasycznym kryminale wszystko kręci się wokół jednej, głównej zagadki. „Kto zabił” dowiadujemy się na ostatniej stronie, no, może przedostatniej. Struktura powieści Wollnego jest inna, bardziej przypominająca prawdziwe życie. Mamy do czynienia z kilkoma nakładającymi się na siebie w czasie zagadkami – jedne zostaną rozwiązane dość szybko, inne wymagają czasu. Sprawy czasem łączą się ze sobą czasem przeplatają, a czasem każda biegnie własnym torem. Jak w życiu, które za nic ma sobie zasady kompozycji. 
Teraz czas na "po drugie". Być może najważniejsze. Zagadka i śledztwo są w „Kacprze Ryxie” jedynie szkieletem, na którym osadzono to co w powieści najsmakowitsze – „mięseczko”, jak mawiała moja nieodżałowana polonistka. U Wollnego „mięseczkiem” jest literacka wyprawa w czasie.
Autor wielce udatnie zabiera czytelnika na wycieczkę po Polsce Zygmunta Augusta. Z wdziękiem oprowadza nas po Krakowie, pozwala podglądać staropolskie obyczaje i życie codzienne, sypie anegdotami historycznymi, jednym słowem „bawiąc uczy”. Całość bogato przeplata łacińskimi sentencjami (jakże by inaczej, wszak akcja dzieje się w XVI wieku!) i perełkami poezji staropolskiej
Niestety, Wollnemu nie udało się ustrzec grzechu typowego dla znacznej części powieści historycznych. Jeśli autor umieszcza akcję w przeszłości, to nieszczęsny bohater musi (no po prostu musi!) spotkać wszystkie znane osoby danej epoki. Tak jest i z Ryxem. Na kartach książki pozna Zygmunta Augusta, Jana Kochanowskiego, Łukasza Górnickiego, Mikołaja Sępa Szarzyńskiego, Jana Zamoyskiego, Jana Drohojowskiego, Erazma Czeczotkę i kilku biskupów na dokładkę. Co prawda Wollny dość dobrze „podprowadza” akcję uzasadniając taki, a nie inny rozwój wydarzeń, ale i tak trochę to naciągane.
Wielcy tego świata są oczywiście ważni, ale co z tytułowym bohaterem? Ten autorowi bardzo się udał. Sprytny, obrotny, nieznający swych rodziców podrzutek, wychowanek przytułku, a w czasie gdy rozgrywa się akcja powieści - żak Akademii Krakowskiej, wzbudził we mnie niekłamaną sympatię, bo choć wad ma bez liku, chociażby takich jak pociąg do trunków i swawolnych przedstawicielek płci pięknej, to i zalet mu nie brakuje. Jest lojalny, inteligentny, uczciwy i niewątpliwie ma dobre serce. Co tu dużo gadać – polubiłam hultaja i z pewnością niedługo sięgnę po drugi tom jego przygód. A potem po trzeci. I po czwarty.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz