piątek, 21 lutego 2014

ARNALDUR INDRIDASON "GROBOWA CISZA"

JAK ZROBIĆ KRZYWDĘ NIEZŁEJ KSIĄŻCE



Tytuł: Grobowa cisza
Tytuł oryginału: Grafarpogn
Autor: Arnaldur Indridason
Tłumacz: Jacek Godek
Wydawca: WAB
Data wydania: 2011
Liczba stron: 324
ISBN: 978-83-7747-592-8


Arnaldur Indridason został skrzywdzony. „Grobowa cisza” – książka jego autorstwa została skrzywdzona. Czytelnik został skrzywdzony. A wszystko przez stereotypy i okrutne prawa marketingu.
Indridason pochodzi z Islandii. Tam się urodził, tam mieszka i tam pisze swoje książki. Jak by więc na sprawę nie patrzeć  jest pisarzem skandynawskim. A jeśli pisarz skandynawski, to co? To, oczywiście, kryminał! Pisarz skandynawski nie może napisać powieści historycznej. Ani obyczajowej. Ani fantastycznej. Ma być kryminał i basta!
Pisząc „Grobową ciszę” Indridason miał pomysł na dobrą powieść obyczajową. Może nie wybitną, ale z pewnością dobrą. Na powieść „o czymś”. O patologii w rodzinie, o tym jak zło, którego doświadczamy wpływa na nas i na naszych bliskich, o tym jak trudno wyrwać się z zaklętego kręgu przemocy. Na powieść o mrocznej stronie islandzkiej duszy. Na powieść o historii kraju tak nam mało znanego. Niestety, uparł się (a może nie on tylko wydawca?), że ma być kryminał. Co otrzymaliśmy w rezultacie?
Po pierwsze zagadkę, która nie jest zagadką. Nawet najbardziej naiwny czytelnik domyśli się rozwiązania najpóźniej po przeczytaniu jednej trzeciej powieści. Przyznam się, że w skrytości ducha do końca liczyłam na zaskoczenie. Miałam nadzieję, że autor tylko podpuszcza czytelnika i oszołomi  go czymś w ostatnim rozdziale. Nic z tego.
Po drugie, błędne tropy subtelne niczym łata no łokciu wieczorowej sukni.  I rzecz nawet nie w tym, że „zmyłki” są grubymi nićmi szyte. Problem w kompozycji. Czytelnik wyraźnie czuje, że wstawiono je na siłę, próbując zagmatwać zagadkę. Przemknęła mi nawet przez głowę myśl, że fragmenty te dopisano po ukończeniu książki, na wyraźnie żądanie redakcji. Ale to tylko moje, niczym nie poparte podejrzenia.
Po trzecie, pasujący jak pięść do nosa happy end. Co prawda teraz, gdy piszę te słowa, wiem, że był on potrzebny z punktu widzenia fabuły kolejnego tomu (czytam, czytam, a jak przeczytam natychmiast napiszę), ale podczas lektury „Grobowej ciszy” czułam się, jakby mnie ktoś pięścią w głowę zdzielił.
A przecież „Grobowa cisza” nie jest książką złą. Jest napisana przyjemnym językiem (duży plus dla tłumacza), akcja toczy się w dobrym tempie – nie za wolno i nie za szybko. Postaci są ciekawe i wiarygodne. Dodatkowym „bonusem” jest możliwość poznania realiów islandzkiego życia i obyczajowości – tej obecnej i tej sprzed lat (książka toczy się równolegle w dwóch liniach czasowych: współcześnie i pod koniec II wojny światowej). Podsumowując, można przeczytać, nie będzie to czas stracony, ale szału nie ma.


Moja ocena: 6/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz