niedziela, 9 lutego 2014

ZŁY

WARSZAWA LAT 50.



Tytuł: Zły
Autor: Leopold Tyrmand
Wydawca: Czytelnik
Data wydania: 1990
Liczba stron: 656



Chodził za mną ten „Zły” Tyrmanda, chodził i nijak nie chciał się odczepić. A tu jak na złość, stary, rozsypujący się od zaczytania egzemplarz zaginął gdzieś w trakcie jednej z niezliczonych przeprowadzek (nie bardzo już wiadomo której), w księgarni nie uświadczysz, w sklepach internetowych niby jest, ale po złożeniu zamówienia uprzejmy komunikat „Produkt chwilowo niedostępny” albo „Nakład wyczerpany” tylko jeszcze bardziej psuje humor. Ech, ciężkie jest życie czytelnika… Na odsiecz przyszła mi, niezawodna, jak zwykle, biblioteka. Zapisałam się w systemie „Mateusz” (kto nie zna, niech żałuje!) i po jakimś czasie nadszedł mail Książka  Leopold Tyrmand „Zły” została dla Pani zarezerwowana. Na odbiór pozycji ma Pani 7 dni. Hura!
I tak oto, z pewnym drżeniem (czy aby na pewno spodoba mi się tak samo jak ćwierć wieku temu?) przystąpiłam do lektury. Obawy okazały się płonne. Książkę wciągnęła mnie tak samo jak niegdyś, choć tym razem dostrzegłam zupełnie co innego. Ale po kolei.
Są książki, których rekomendować nie trzeba, bo to tak jakby turystom w Krakowie „rekomendować” Wawel, a recenzować nie uchodzi, gdyż byłoby to równie żenujące jak wyścig zwycięzcy igrzysk gminnych w Pikutkowie Dolnym z Usainem Boltem. Jeśli jakaś książka zasługuje na miano kultowej (choć słowo to mocno się przez ostatnie dziesięciolecia zdewaluowało), to jest to niewątpliwi „Zły” Tyrmanda, chociaż, żeby to zrozumieć musiałam nieco dorosnąć. Gdy po raz pierwszy czytałam „Złego” potraktowałam go jako powieść kryminalną. Parłam do przodu, żeby dowiedzieć się kim jest tytułowy Zły, czy śledztwo dziennikarskie redaktora Kolanko zakończy się sukcesem, czy Marta zaręczy się z Halskim, czy może wyjdzie za Zenka. Jednym słowem akcja gnała, a ja pędziłam za nią.
Dopiero teraz, po latach, gdy wiem już „co będzie dalej” przeczytałam „Złego” tak, jak go czytać należy: nieśpieszne, zagłębiając się barwny świat Warszawy lat pięćdziesiątych. Tej Warszawy, której już nie ma, a której słabe echa dotarły do czasów mojego dzieciństwa. W moim odczuciu, stolica lat 50. jest w w przebogatej galerii postaci "Złego" równoprawnym bohaterem .
Lektura obowiązkowa! Swoją drogą ciekawe, dlaczego książka nie weszła do kanonu szkolnego. Choć z drugiej strony może to i lepiej? Nic nie potrafi tak obrzydzić najlepszej książki, jak słynne „Co autor chciał przez to powiedzieć?”.


Moja ocena: 10/10
Książkę zgłaszam do wyzwania: Z literą w tle



2 komentarze:

  1. Bardzo ciekawa recenzja:) Ja od kilku tygodni czaję się na tę książkę i czaję, zastanawiając, czy aby na pewno warto po nią sięgnąć... Jednak po tej recenzji widzę, że warto :)

    OdpowiedzUsuń