niedziela, 23 lutego 2014

"OŻENEK" GOGOLA W REŻYSERII IWANA WYRYPAJEWA

ROSYJSKA SZTUKA W ROSYJSKIEJ INTERPRETACJI


Teatr Studio, (Duża Scena)
Tytuł: Ożenek (Женитьба)
Autor: Mikołaj Gogol
Przekład: Julian Tuwim
Reżyseria: Iwan Wyrypajew
Scenografia: Anna Met
Kostiumy: Katarzyna Lewińska
Występują: Agata Buzek-Mazan, Karolina Gruszka, Monika Pikuła, Marcin Bosak, Łukasz Lewandowski, Wojciech Solarz, Mirosław Zbrojewicz
Modest Ruciński, Jakub Kamieński, Julia Sobiesiak


Wybierając się na spektakl nie wiedziałam, czego się spodziewać. Bo z jednej strony Gogol – trudno sobie wyobrazić bardziej „klasyczną klasykę”, z drugiej strony Wyrypajew – twórca mocno specyficzny. Co taki reżyser może zrobić z XIX-wieczną satyrą? Szczególnie na deskach teatru „Studio”, które niejeden eksperyment już widziały? To właśnie w tym teatrze, wiele lat temu zostałam na spektaklu Szajny polana przez aktora wodą, to tam, mój kolega, który nieopatrznie kupił bilety w pierwszym rzędzie, został z premedytacją opluty (nie pomnę już, co za awangardowe dzieło to było). Ale nic to! Jest ryzyko, jest zabawa! Ruszyłam, z silnym postanowieniem, że nie zadziwi mnie nic – nawet przeniesienie akcji na stację kosmiczną.
A jednak reżyserowi udało się wprowadzić mnie w osłupienie już na samym początku. Spektakl Wyrypajewa jest klasyczny do granic absurdu. Potrzebowałam dobrych kilku minut, zanim zorientowałam się o co chodzi. Otóż aktorzy nie grają „tak po prostu”. Oni "grają że grają". Klasyczna recytacja, momentami na granicy śpiewu jest w pierwszej chwili trudna do zaakceptowania dla współczesnego widza. Nienaturalność tego co się dzieje na scenie podkreśla także dobór aktorów i ich charakteryzacja. Widzimy demonstracyjnie  przyklejone gumowe nosy, sztuczne łysiny na głowach młodych mężczyzn i równie młodą aktorkę ostentacyjnie zgarbioną i podpierającą się laską. Na szczęście dość szybko „kupiłam” reżyserką koncepcję i nic nie przeszkadzało mi w dalszym odbiorze spektaklu.
Paradoksalnie, dzięki takiej hiper-teatralizacji sztuka zyskuje uniwersalny wymiar. Wyrypajew wysyła do widza jednoznaczny komunikat "To nie jest sztuka o Podlesinie, Agafii Tichonownie, Koczariewie i innych. To opowieść o postawach, które te postaci reprezentują". Reżyser pokazuje jak niewiele ludzka psychika zmienia się na przestrzeni wieku. To nie jest spektakl ani o obyczajowości carskiej Rosji, ani o dylematach współczesności.  „Ożenek” w reżyserii Wyrypajewa to opowieść uniwersalna, o ludziach uwikłanych w odwieczny  wewnętrzny konflikt między tym czego chcemy (lub wręcz przeciwnie – nie chcemy), a tym co uważamy, że powinniśmy chcieć. Właśnie „chcieć”.  Opowieść o tym, jak często nie zdajemy sobie sprawy z tego, że nasze dążenia nie mają nic wspólnego z osobistymi aspiracjami i marzeniem, że są jeno projekcją obiegowych prawd, w które dawno nikt już nie wierzy.  I o tym, jak różnie radzimy sobie z tęsknotą za miłością i bliskością: jedni gotowi są wejść w każdy związek byleby tylko uciec samotności, inni wręcz przeciwnie, ze strachu przed niepowodzeniem uciekają w alienację tak, jak Podlesin rejterujący w ostatniej chwili przez okno.
Kontrapunktem dla karykaturalnej akcji są intermezza – prawosławne chorały śpiewane na żywo przez grupę wokalną (Sopiłka, Bikont, Winiarska, Szymański, Czerwińska). Podkreślają ogromny dysonans między mistycznym wymiarem małżeństwa w kulturze prawosławia, a groteskową rzeczywistością.
Z pewnością zaprezentowany w Studio spektakl nie jest przeznaczona dla miłośników klastycznego teatru. Ktoś przyzwyczajony do lekkich, wręcz niefrasobliwych, inscenizacji „Ożenku”, jakie przeważają od dziesięcioleci na deskach polskich teatrów, może poczuć się lekko zagubiony. Jednak dla większości teatromanów „Ożenek” Wyrypajewa będzie wspaniałą przygodą. W końcu większość miłośników dosłowności już dawno przeniosła się do sal kinowych. Najlepiej z 3D.


PS. W teatrze Studio nadal nie należy siadać w pierwszym rzędzie. Co prawda nikt nie pluje, ani nie polewa wodą (przynajmniej na „Ożenku”), ale scenę wysunięto tak blisko widza (czyżby to swoista forma burzenia „czwartej ściany”?), że podziwiać można co najwyżej zelówki aktorów.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz