czwartek, 13 marca 2014

ŚMIERĆ NA NILU - CONNIE WILLIS


PIERWSZA CZĘŚĆ "THE BEST OF CONNIE WILLIS"


TytułŚmierć na Nilu
AutorConnie Willis
TłumaczDariusz Kopociński, Anna Miklińska, Jolanta Pers, Patryk Sawicki
Wydawca: Solaris
Data wydania: 2009
Liczba stron: 450
ISBN: 978-83-7590-040-8 

Mocno to pewnie niepolityczne stwierdzenie, ale muszę się przyznać, że książki wydawnictwa "Solaris" często kupuję z kilkuletnim opóźnieniem, bo choć autorzy i tytuły przednie, to jednak te ceny... Cierpliwie czekam więc na promocje. Wiem, że jest to efekt uboczny wydawania pozycji ambitnych, a więc niskonakładowych. Mały nakład równa się wysoka cena. Ale dość o tym. Dżentelmeni nie rozmawiają o pieniądzach. (Dżentelmeni je mają. Najlepiej nie zarobione lecz odziedziczone po dziadku).
W przypadku zbioru opowiadań Connie Willis czekać było o tyle łatwiej, że znaczna część tekstów (o ile nie wszystkie) była już w Polsce publikowana, miałam więc możliwość poznać je wcześniej.
Twórczość Willis - najbardziej chyba uhonorowanej pisarki SF - ma tyluż zwolenników co wrogów. Ci pierwsi mówią o tekstach zapadających głęboko w pamięć, ci drudzy - o utworach wiejących nudą. Skąd taka rozbieżność? 
Twórczość Willis trudno jest zaklasyfikować do któregoś z głównych nurtów fantastyki. Nie jest to ani fantastyka eksploracyjna, ani space opera, ani cyberpunk, ani historia alternatywna, ani fantasy, ani... Choć z drugiej strony nawet przez chwilę nie można mieć wątpliwości, że jest to fantastyka przez duże "F". Wiele tekstów, zawartych w zbiorze "Śmierć na Nilu" to w istocie opowiadania obyczajowe, koncentrujące się na zagadnieniach psychologicznych i socjologicznych. Otoczka fantastyczna nie jest w nich jednak jeno pustym sztafażem - jest integralną, nieodłączną częścią tekstu. Zabierz fantastykę, a całość przestanie trzymać się kupy (excusez le mot!). Tyle tytułem wstępu, a teraz czas na szczegóły.
Ostatni winnebago - na początek najmocniejszy bodajże tekst całego zbioru. Zapadająca głęboko w pamięć opowieść o tęsknocie za odchodzącym światem, o samotności, o cynizmie władzy i próbie pokonania własnej bierności. Mała uwaga do tłumaczenia. Żaden, ale to żaden właściciel psa (mam na myśli psy miejskie, takie "do kochania"), nie powie, że pies zdechł. Najbardziej ortodoksyjni użyją słowa "umarł", inni zastosują obejście - "odszedł", "straciliśmy go", "zginął w wypadku", "nie pokonał choroby". Niby drobiazg, a przeszkadza. Szczególnie, że w języku oryginału na śmierć jest tylko jedno słowo. Bez względu na to, kto umiera.
Nawet królowa - krótkie, zabawne opowiadanie. Według notki redakcyjnej satyra na feministki. Z pewnością tak, choć ja, być może ze względu na osobiste doświadczenia, zauważyłam jeszcze jedno przesłanie: jak byś się nie napinał drogi rodzicu, dzieci i tak popełnią własne błędy, a potem stwierdzą, że to twoja wina.
Pogrom komiczny - spory tekst, właściwie mikropowieść. W moim rankingu najsłabszy element zbioru. Fabuła przewidywalna, wiejąca nudą. Tekst w zamyśle humorystyczny, nie rozbawiał mnie ani trochę. Być może w tym tkwi problem - zaprezentowany w opowiadaniu rodzaj poczucia humoru zupełnie do mnie nie trafił.
Krótka przerwa - jak daleko może posunąć się naukowiec, by osiągnąć swój cel i co może wyniknąć, gdy przekroczy dozwoloną granicę. A także o kryzysie wieku średniego. Przyjemnie się czytało.
Cud - trzeba cudu, by przeżyć prawdziwe święta marzeń. Czego tak naprawdę chcemy? Co musi się zdarzyć, by człowiek zdał sobie sprawę ze swych ukrytych, prawdziwych (i wcale nie takich znowu wyszukanych) pragnień. Pełna ciepła opowieść do poczytania wieczorem na poprawę nastroju przed snem.
Śmierć na Nilu - nieprzypadkowe nawiązanie do Agaty Christie. Oniryczna opowieść, w której do końca nie wiadomo, co jest snem, a co rzeczywistością. Czyżby pierwsze przymiarki do napisanego wiele lat później "Przejścia"?
Jak te, które pamiętamy - jeszcze raz temat świąt i marzeń. Zbiór scenek rodzajowych - i wesołych, i smutnych - rozgrywających się w śnieżnej scenerii Wigilii Bożego Narodzenia. I tym razem coś zgrzytnęło w tłumaczeniu. Dopiero gdy zerknęłam na tytuł oryginału "Just Like the Ones We Used To Know" dotarło do mnie, że jest to cytat z niezapominanej piosenki "White Christmas" Irvinga Berlina. Ale może się czepiam, bo nawiązań w tekście jest tyle, że każdy w końcu załapie o co chodzi. Nawet ja.
List od Clearysów - mimo że temat wyeksploatowany do bólu przez innych twórców (nie zdradzę jaki - spojlerom mówimy nie!), to jednak w tekście nie ma ani śladu wtórności. Mocny kawałek na zamknięcie pierwszego tomu.

Moja ocena: 8/10

Książka zgłoszona do wyzwań czytelniczych:
Klucznik
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu
Czytam literaturę amerykańską

4 komentarze:

  1. Świetna opinia. Zbiorek przedstawia się wspaniale.Chętnie bym poprawiła sobie nastrój, więc na początek "Cud" :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Książka zapowiada się świetnie, jeszcze jeżeli polecasz to tym bardziej :)
    /klucznik: dodaję +1 pkt za autor jest kobietą
    PS. ponad 400stron to idealne tomiszcze do opasłych tomisk! na pewno nie chcesz dołączyć? :)

    OdpowiedzUsuń
  3. A co to są opasłe tomiska? Chyba coś mi umknęło, bo książka (w przeciwieństwie do kobiety) im grubsza tym lepsza!

    OdpowiedzUsuń