niedziela, 9 marca 2014

ZŁOTY WIEK SF - TOM 4

W POSZUKIWANIU ŹRÓDEŁ



Tytuł: Złoty wiek SF - tom 4
Autor: Antologia (wybór Wojtek Sedeńko)
Wydawca: Solaris
Data wydania: 2013-12-05  
Liczba stron: 338
ISBN:  978-83-7590-145-0 

Wspominałam już w opinii o antologii "Stare dobre czasy" (
http://polekturze.blogspot.com/2013/04/tytu-stare-dobre-czasy-good-old-stuff.html), że czasem mam ochotę poczytać coś klasycznego - prostą literaturę stworzoną głównie z myślą o dostarczeniu dobrej rozrywki. Nic więc dziwnego, że przygotowana przez Wojtka Sedeńkę seria "Złoty wiek SF" od razu przykuła moją uwagę. 
Zaprezentowane opowiadania mogą współczesnemu czytelnikowi wydać się banalnie proste, a fabuły wtórne, ale to tylko złudzenie. Pamiętajmy, że od czasu powstania tych tekstów minęło 60-80 lat! Wtedy pomysły autorów były świeże i nie wyeksploatowane do bólu przez stada naśladowców. Dla osób interesujących się głębiej literaturą SF, antologie "Złoty wiek SF" to bezcenne źródło wiedzy o początkach tego gatunku - swoista podróż do źródeł. Mam też dobrą wiadomość dla wszystkich znużonych wysypem nieudolnych klonów Tolkienowskiej epopei. W tekstach zebranych przez Sedeńkę nie znajdzie ani jednego elfa, ani pół krasnoluda i nawet ćwiartuchny orka! (Choć wiem, że dla grupy czytelników to akurat może być wadą). Co znalazło się w tomie czwartym?
Ginący Wenusjanie, Leigh Brackett - nie sposób odmówić autorce sprawnego pióra i umiejętności prowadzenia akcji. Nawet nie wiedząc, że przyłożyła się do powstania scenariusza niezapomnianego "Rio Bravo" (współautorem był Jules Furthman), bez trudu można wyczuć westernowe korzenie - i na poziomie fabularnym, i na poziomie kreowania postaw bohaterów. Kłopot w tym, że w dzisiejszych czasach dzielny osadnik wycinający w pień Indian, by zdobyć nowe ziemie dla kolonistów, nie jest już bohaterem lecz zwykłym bandytą. (przynajmniej w moim odczuciu). Nie umiem kogoś takiego polubić, ani cieszyć się jego sukcesami.
Piosenka w tonacji minorowej, C.L. Moore - krótka, nostalgiczna etiuda, nawiązująca do najbardziej znanej postaci stworzonej przez autorkę - Norwesta Smitha. Wzorcowy przykład tekstu opartego na nastroju, a nie na fabule (takowej praktycznie nie ma).
Jądro krystalizacji, Stephen Barr - opowiadanie czyta się szybko, lekko i przyjemnie, a potem równie szybko zapomina. Ma wszystko, co rozrywkowy tekst mieć powinien - przygodę, zagadkę i sporą porcję humoru.
Skazaniec w kosmosie, Robert Sheckley - poczucie humoru Sheckley'a bawi mnie nieustająco. Miałam więc z lektury sporo przyjemności. Morał zaskakująco aktualny.
Domek z kart, Cyril M. Kornbluth - z tym opowiadaniem mam kłopot. Najmocniejszą stroną tekstu jest suspens. "Domek z kart" wielokrotnie wznawiano w Polsce, więc trudno było na niego wcześniej nie trafić. Tym samym nie może być mowy o zaskoczeniu . Z drugiej strony fakt, że do dziś pamiętam zakończenie (od czasu gdy czytałam opowiadanie Kornblutha minęło dobre kilkanaście, jeśli nie kilkadziesiąt lat), świadczy na korzyść opowiadania - większość tego typu dzieł zapominam najpóźniej na drugi dzień.
Drugi satelita, Edmond Hamilton - opowiadanie, którego współczesny czytelnik nie powinien traktować zbyt poważnie. Zapomnij o prawach astronomii i logiki, zanurz się w prawdziwą Przygodę (przez duże "P"), a tekst Hamilona dostarczy ci porcję przedniej rozrywki.
Inwazja, Murray Leinster - najsłabszy (literacko) tekst zbioru. Postaci jednowymiarowe. Ci źli, mało tego, że są źli to jeszcze bezdennie głupi i zarozumiali, ci dobrzy - mało tego, że dobrzy to jeszcze mądrzy, pomysłowi i oddani sprawi. Opowiadanie zasługuje jednak na uwagę z powodów czysto poznawczych. Jak wspomina Sedeńko w notce redakcyjnej, autor jako jeden z pierwszych dostrzegł niebezpieczeństwo jakim jest ideologia komunistyczna. Warto o tym wiedzieć i pamiętać.
Dolina marzeń, Stanley G. Weinbaum - uroczy tekst z mojego ulubionego gatunku - SF eksploracyjnej. Warto jednak najpierw przeczytać pierwszą część "Odyseja marsjańska". Dopiero wtedy wiele aluzji i odwołań stanie się w pełni zrozumiałe.
Świat ryzykantów, Keith Laumer - wyobraźcie sobie, że przypadkiem włączacie telewizor w środku filmu o nieznanym tytule. Na początku zupełnie nie wiadomo o co chodzi, z czasem zaczynacie jednak coraz lepiej orientować się w akcji. W rezultacie oglądacie do końca z niejaką nawet satysfakcją. Tak właśnie zbudowane jest opowiadanie "Świat ryzykantów". Jeśli ktoś lubi takie rozwiązania będzie się dobrze bawił. Ja osobiście nie przepadam.
Młodość, Isaac Asimov - wbrew temu, co można przeczytać w notce redakcyjnej, każdy czytelnik obeznany jako-tako z literaturą SF dość szybko domyśli się w czym tkwi haczyk. Mimo to czyta się dobrze. Razi nieco nadmierny dydaktyzm zakończenia.


Moja ocena: 7/10

Książka zgłoszona do wyzwań
Klucznik
Przeczytam tyle, ile mam wzrostu
Czytam literaturę amerykańską

4 komentarze:

  1. ŚWIETNE!!!!
    Zapraszam do mnie na historię opartą na faktach!
    http://bitwanapatyki.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. A czy czytałaś może zbiorek opowiadań SF pt.:"Ostatni Pan i Władca" - autor: Phillip K. Dick. Naprawdę Ci go polecam, a szczególnie jedno opowiadanie "Przedludzie".
    Wspaniale, ze dołączyłaś do naszej zgrai i do wyzwania. Zaraz cie dopiszę, pozdrawiam.
    Och, lubię taką podstawę, niemalże klasykę SF. Rozkochałam się w Lemie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Lem jest klasą sam dla siebie, a Dick to już niemal kanon. To miłe spotkać (nawet wirtualnie) osobę o zbliżonym guście!

    OdpowiedzUsuń
  4. czasem trzeba odetchnąć od cięższych książek, doskonale to rozumiem, sama często chwytam jakąś lżejszą opowiastkę, jak np jestem bardziej zmęczona niż zwykle, albo przeciążona tygodniem
    /dodaję +1 pkt za kolejną w serii

    OdpowiedzUsuń